|

Był taki wyścig – GP Brazylii 2012

Jeden z najlepszych wyścigów w historii F1 miał miejsce w Brazylii w 2012 roku. Przypomnijmy sobie to wydarzenie w ramach GP Brazylii.

Początek sezonu w Australii i koniec w Brazylii na torze w Sao Paolo – tak wygląda moje wyobrażenie kalendarza idealnego. A dzisiaj o właśnie takim zakończeniu sezonu i „wyścigu wyścigów.”

Chociaż ostatni raz, zawody w Brazylii kończyły sezon w 2013r. to my dzisiaj cofniemy się trochę dalej i wylądujemy w 2012r. W Polsce rozgrywane jest właśnie Euro 2012, w radiu możemy usłyszeć Summertime Sadness od Lany Del Rey. W tym czasie na torach F1 dwóch wielkich kierowców walczy o tytuł mistrza świata.

Tło sezonu 2012

Sezon 2012 to moim zdaniem najciekawszy, a na pewno najbardziej wyrównany sezon w XXI wieku. Aby to potwierdzić, można powiedzieć, że pierwsze 7 wyścigów sezonu wygrało siedmiu różnych kierowców, ścigających się dla pięciu różnych ekip. Pierwsze zwycięstwo Nico Rosberga czy sensacyjny triumf Pastora Maldonado, to tylko kilka z całego ogromu niesamowitych historii sezonu 2012.

W 2012r. o mistrzowski tytuł do samego końca walczyło tak naprawdę dwóch kierowców. Z jednej strony panujący i młody Sebastian Vettel w Red Bullu. Z drugiej Fernando Alonso, nie tak młody, ale bardzo głodny sukcesu Hiszpan, ścigający się w czerwonych barwach. W walce o tytuł do pewnego momentu, uczestniczyli również kierowcy McLarena, ale błędy strategiczne i awarie techniczne, wyeliminowały Buttona oraz Hamiltona z końcowej rozgrywki.

Photo: Planet F1

Do Brazylii, czyli kraju, w którym rozegrano ostatni wyścigu sezonu, to Sebastian Vettel przyjeżdżał w lepszej pozycji. Miał 13 punktową przewagę nad Alonso, a sam Red Bull o wiele lepiej rozwijał bolid i to Niemiec w ostatnich wyścigach sezonu dysponował szybszym samochodem. Fernando w Brazylii nie miał nic do stracenia, musiał ryzykować i atakować swoim F2012.

Treningi

Podczas treningów wyraźnie było widać, że to McLaren jest najszybszym bolidem na brazylijskim torze. W rękach Lewisa Hamiltona MP4-27 wyglądał jak faworyt do końcowego triumfu. Mocne były oczywiście Red Bulle. Natomiast Ferrari, które przez cały sezon miało problemy z tempem kwalifikacyjnym, nadziei upatrywało w deszczu, tempie wyścigowym oraz geniuszu Fernando Alonso, który był w tamtym czasie najlepszym kierowcą świata.

Kwalifikacje

Sesja kwalifikacyjna rozegrała się w bardzo dobrych warunkach. Nad torem świeciło słońce, a temperatura odpowiadała miejscu, w którym toczył się weekend wyścigowy. Na torze wszystko potoczyło się zgodnie z logiką. Lewis Hamilton zdobył pole position, a McLaren zablokował pierwszy rząd.

Trzeci czas wykręcił Mark Webber, a faworyt i lider mistrzostw świata, czyli Vettel, mimo problemów, czasówkę ukończył na czwartej pozycji. Szczęśliwy nie mógł być za to Alonso. Nie dość, że jego Ferrari nie było tak szybkie jak McLareny czy Red Bulle, to sam Hiszpan popełnił błąd na swoim ostatnim okrążeniu i finalnie ustanowił dopiero ósmy czas.

Photo: Crash.Net

Kolejność na starcie prezentowała się jednak trochę inaczej. Pastor Maldonado, który w sobotę wykręcił szósty rezultat, został ukarany cofnięciem o 10 pozycji na starcie za trzecią reprymendę w sezonie. Dzięki tej karze Alonso przesunął się o pozycję wyżej, do tego na czystą stronę toru.

Start wyścigu

W teorii wszystko wyglądało na jasne. Vettel z 13 punktową przewagą w generalce startujący przed Alonso. Nic nie zwiastowało, że następne kilka godzin przejdzie do historii F1 jako jeden z najbardziej ekscytujących wyścigów wszechczasów, a walka o tytuł będzie trwała do samego końca.

Plany Vettela o spokojnym dowiezieniu tytułu pokrzyżować chciała pogoda. 10 minut przed startem niebo zaczęło „płakać”, ale był to deszcz na tyle mały, że wszyscy kierowcy na start wybrali slicki.

Wyścig zaczął się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Vettel z miejsca ruszył słabo przez co został wyprzedzony przez Alonso, który zaliczył świetny start. Mimo to wydawało się, że Sebastian ma wszystko pod kontrolą, ale wtedy wydarzyło się coś, co mogło zadecydować o mistrzowskim tytule.

Photo: Getty Images

W zakręcie nr. 4, w Vettela wjechał bratanek Ayrtona Senny, czyli Bruno Senna poruszający się swoim Williamsem. Dla Brazylijczyka był to koniec wyścigu, natomiast obrócony Niemiec, który spadł na sam koniec stawki zdołał kontynuować jazdę.

Walka Alonso o tytuł

W tym momencie nadzieje Tifosi ożyły. Alonso, który na pewno dostał w radiu informacje o problemach swojego przeciwnika, zaczął atakować jak szalony. Pod koniec pierwszego okrążenia, Nando zabrał się w strugę za Webberem. W pierwszym zakręcie wyprzedził zarówno Australijczyka jak i swojego kolegę z zespołu, Brazylijczyka Felipe Masse. Dzięki temu atakowi, Alonso awansował na P3, które dawało mu na tamten moment mistrzowski tytuł.

Photo: Getty Images

GP Brazylii z 2012 ma jeszcze jednego „bohatera” i jest nim Nico Hulkenberg. Niemiec, który po roku przerwy powrócił do ścigania w F1 w 2012r. Sam powrót może zaliczyć do udanych, skoro od tego czasu przejechał 8 pełnych sezonów, a lada dzień może zostać ogłoszony kierowcą Haas’a na sezon 2023.

Hulkenberg w Brazylii był bardzo mocny i już na czwartym okrążeniu skorzystał z błędu Alonso i awansował na trzecią pozycję. Vettel w tym samym momencie przebijał się do czołowej dziesiątki, a pogoda zaczynała jeszcze bardziej zaczynała mieszać. Z chmur nad torem spadł deszcz, a niektórzy kierowcy zdecydowali o zmianie opon na przejściowe. Taką decyzję podjął lider wyścigu, czyli Hamilton oraz m.in. Alonso i Vettel. Jak się okazało, była to zła decyzja i wszyscy kierowcy musieli wrócić do pit-stopu, aby powrócić na slicki.

Hulkenberg jako lider? Tak jest!

Po zamieszaniu w boksach, które nie omijały Hamiltona w sezonie 2012, na pierwsze miejsce wskoczył Jenson Button, który nie zmieniał opon. Hulkenberg, również pozostał na torze i dysponował niesamowitym tempem goniąc Brytyjczyka. Na 18 okrążeniu wyprzedził Buttona i po raz pierwszy w swojej karierze prowadził w wyścigu.

Photo: Autosport

Nando oraz Vettel odrabiali pozycje stracone przez niepotrzebną zmianę opon, ale aktualny układ i pozycja Alonso poza czołową trójką dawała tytuł Vettelowi.

Wyścig w Brazylii był ostatnim w karierze Michaela Schumachera. Niemiec, który do stawki powrócił w 2010r. aby budować potęgę Merecedesa, nie sprawdził się w bolidach nowej generacji. W konsekwencji przez trzy sezony dostał lekcje od młodszego Rosberga, gwiazdy zespołu. Słabe wyniki legendy sportu zadecydowały, że jego kontrakt nie został odnowiony. W miejsce Schumachera zatrudniono Hamiltona, a resztę tej historii znamy wszyscy…

Mimo to, Schumacher na torze w Sao Paolo stoczył niesamowitą walkę z Kimim Raikkonenem, w zakręcie numer jeden. Fin, kolejny „powrótowiec” w sezonie 2012 wyprzedzał kierowcę Mercedesa w taki sposób, że między koła obu bolidów nie dałoby się wsadzić kartki. Dwaj wielcy mistrzowie wytrzymali presję i bez kontaktu pojechali dalej.

Koniec marzeń Hulkenberga o podium

Presji nie wytrzymał za to Hulkenberg. Niemiec, prowadząc w wyścigu najpierw popełnił błąd i stracił prowadzenie na rzecz Hamiltona. Potem próbując je odzyskać, przekalkulował w jedynce, rzuciło tyłem jego Force India i uderzył w bolid Lewisa. Wytłumaczeniem Niemca może być fakt, że podczas wyprzedzania, napatoczyło się dwóch maruderów, czyli Glock oraz Kovalainen, co utrudniło cały manewr.

Photo: Autosport

Dla Hamiltona, wypadek oznaczał koniec wyścigu i pożegnanie z McLarenem. Hulkenberg kontynuował jazdę, ale spadł za oba Ferrari. Alonso awansował na P2 i w tabeli live był mistrzem świata. Wydawało się, że do Alonso, który w tamtym sezonie jeździł niebotycznie, często wnosząc na niesamowity poziom przeciętny bolid Ferrari, w końcu uśmiechnęło się szczęście. Vettel, na 56 okrążeniu zjechał do boksu by po raz któryś tamtego dnia zmienić opony.

Walka o mistrzostwo świata do ostatniego okrążenia

Vettel w Brazylii miał bardzo duże problemy, widać było, że presja jaka na nim ciążyła utrudniała mu walkę o tytuł. Mimo to, Niemiec zyskał kilka pozycji pod koniec, a jedną z nich podarował mu Michael Schumacher o czym otwarcie mówił sam Christian Horner. Dzięki temu, Sebastian na 60 z 71 okrążeń awansował na upragnioną siódmą pozycję, która przy finiszu Alonso na P2 dawała trzeci tytuł 25-latkowi.

Na torze zaczynało lać, a zespoły przygotowywały opony deszczowe na ostatnie okrążenia do mety. Do niczego takiego nie doszło, a na 70 okrążeniu Paul Di Resta stracił panowanie nad swoim bolidem i uderzył w bandę na prostej startowej. W tym momencie stało się pewne, że Sebastian Vettel, zrówna się z Ayrtonem Senną w ilości tytułów mistrzowskich i zostanie najmłodszym trzykrotnym mistrzem świata.

Na metę pierwszy wjechał Button, dla którego jak historia pokazała, było to ostatnie zwycięstwo w karierze. Podium uzupełnili Alonso oraz Massa. Na czwartym miejscu dojechał Hulkenberg, który powinien stanąć na podium. Piąty był Webber, a szósty, nowy/stary mistrz świata – Sebastian Vettel.

Photo: Autosport

Podsumowanie

Wyścig w Brazylii jest dla mnie, najlepszym jaki oglądałem w moim życiu. Zmiany akcji, pogoda płatająca figle, do tego niesamowity Hulk, wściekle głodny tytułu Alonso czy Vettel, do którego po raz kolejny uśmiechnęło się szczęście. Warto odpalić sobie ten wyścig i przypomnieć co działo się 10 lat temu w Sao Paolo…

Photo: Sky Sports

Podobne wpisy