Charles Leclerc – monakijski diament

Aktualny lider klasyfikacji generalnej F1, pięciokrotny zwycięzca wyścigu Formuły 1, mistrz niższych serii F2 i F3. Charles Leclerc, to typ kierowcy, który już od samych początków kariery był diamentem, który wystarczyło oszlifować. Kierowca nietuzinkowy, przyszły mistrz świata. Poznajmy więc bliżej jego historie!

Charles, a właściwie Charles Marc Herve Perceval Leclerc na świat przyszedł 16 października 1997 roku w Monaco. Już te pierwsze zdanie może bardzo zmylić niedzielnego fana F1, który jakimś cudem tutaj trafił. Leclerc nie pochodzi z bogatej rodziny, która “uciekła” do Monte Carlo przed podatkami dochodowymi, ba! jego rodziców, spokojnie możemy nazwać biednymi, jak na standardy małego państewka położonego w obrębie Riwiery Francuskiej.

Jest synem Pascale oraz Herve’a Leclerc. Posiada dwóch braci, Lorenzo, który jest od niego starszy o rok, oraz młodszego o trzy lata Arthura. W szczególności ten młodszy poszedł w ślady swojego brata i aktualnie możemy oglądać jego występy w Formule 3.

Rodzina powiązana z motorsportem i motoryzacją

Wracając do naszego bohatera, sam Charles od bardzo młodego wieku interesował się szeroko pojętym motorsportem. Nie ma w tym za dużo przypadku. Za młodu bawiąc się w swoim domu, słyszał odgłosy samochodów, przejeżdżających przez ciasne uliczki księstwa. Jego ojciec, w czasach młodości również próbował swoich sił w kartingu oraz niższych seriach wyścigowych. Był bardzo szanowanym kierowcą, a podczas jednych z wielu zmagań w swoim życiu, poznał Philippe Bianchiego, czyli ojca Julesa Bianchiego.

Druga część rodziny Charlesa również nie odstaje, jeśli mówimy o tradycjach wyścigowych. Ojciec matki Leclerca, czyli notabene Charles Manni (można przypuszczać, że to po dziadku kierowca Scuderii odziedziczył imię) stworzył firmę z częściami samochodowymi Mecaplast. Firma istnieje do dnia dzisiejszego, zmieniła nazwę na Novares Group, współpracuje z Renault, a jej obecnym prezesem jest siostrzeniec dzisiejszego bohatera, Thierry Manni.

Początki Leclerca

Leclerc poważną karierę w kartingu zaczął w 2005r. czyli w wieku 8 lat. Został zgłoszony do French PACA Championship, czyli mistrzostw francuskiej Prowansji-Alpy-Lazurowe Wybrzeże. Już w swoim pierwszym sezonie udało mu się wygrać klasyfikacje generalną, a taki wyczyn powtórzył jeszcze dwa razy w 2006r. oraz 2008r. To pokazywało jaki potencjał drzemie w młodym Monakijczyku, który stawiał kolejne kroki pnąc się coraz wyżej na drabinie, której koniec znajdywał się w Formule 1.

Młody Leclerc, a obok niego Esteban Ocon.
Photo: Motorsport Images

Tak jak w wielu innych przypadkach, tak i w tym, pierwszym agentem i mechanikiem syna był ojciec Herve. Nie działał on jednak sam. Dzięki swojej przyjaźni z Philippem Bianchim, te dwie sportowe rodziny bardzo się do siebie zbliżyły. Charles poznał starszego o osiem lat Julesa który był wtedy wielką nadzieją francuskiego świata wyścigów. Sam Leclerc wielokrotnie przyznawał, że Bianchi był dla niego jak starszy brat, który pomagał w ustawieniu gokarta czy zrozumieniu toru. Taka pomoc bardzo się przydała przyszłemu kierowcy Ferrari, który w roku 2009 został mistrzem Francji w kategorii Cadet.

Zmiana kategorii

W 2010r. Leclerc był zmuszony do zmiany kategorii z racji na swój wiek. Przeszedł do KF3, czyli kategorii dla dzieci w wieku od 11 do 15 lat. W tym samym roku wygrał Junior Monaco Kart Cup, a jego kariera nabrała jeszcze większego rozpędu. Właśnie w tym czasie poznał Nicolasa Todta (syn Jean’a Todta), który od 2011r. został menedżerem Monakijczyka. Nie wydarzyło by się to bez pomocy rodziny Bianchich, dla których Todt również pracował. To był bardzo ważny moment w karierze Leclerca, który nie musiał się już martwić o finanse, a jedynie skupić na bardzo szybkiej jeździe.

Źródło: Infobae

Wychodziło mu to bardzo dobrze – 2011r. zakończył jako mistrz kategorii KF3, przez co z miejsca awansował do wyższej kategorii KF2. Od sezonu 2012 reprezentował barwy ART Grand Prix, jednego z najlepszych i najbardziej uznanych zespołów w całym kartingowym świecie. Charles w francuskiej ekipie wygrał WSK Euro Series, zdobył drugie miejsce w mistrzostwach Europy oraz został wicemistrzem świata w kartingu. Ten ostatni tytuł przegrał z pewnym młodym Holendrem – Maxem Verstappenem…

Zgrzyt pomiędzy znanymi nam kierowcami

To właśnie podczas tej kampanii, często dochodziło do pierwszych starć przyszłych gwiazd królowej sportów motorowych. A nawet podczas jednego z wyścigów, pomiędzy kierowcami doszło do wypadku, po którym wściekły Jos Verstappen zostawił syna na stacji benzynowej. W tamtym okresie obaj młodzieńcy (a nawet całe rodziny) bardzo się nienawidzili i byli wielkimi wrogami.

Początek przygody w single-seaterach

W roku 2014, Charles opuścił karting i przeniósł się do rywalizacji single-seaterów. Podpisał kontrakt z brytyjskim zespołem Fortec Motorsport na jazdy w Formule Renault 2.0. Co ciekawe na koniec sezonu czekało go małe deja vu, bo po raz kolejny o najwyższe laury walczył z Holendrem, którym tym razem był Nyck De Vries. Ten pojedynek również przegrał i musiał się zadowolić drugim miejscem w klasyfikacji końcowej. Leclerc wystartował również w słynnym wyścigu rozgrywającym się w Makau. Zajął drugie miejsce.

Leclerc podczas wyścigu w Makau.
Photo: Motorsport.
Wypadek Bianchiego

5 październik 2014r. Na torze Suzuka właśnie rozgrywa się wyścig F1. Charlesa nie ma w Japonii, ale wyścig śledzi w Europie. Mamy 43 okrążenie, Safety Car spowodowany wypadkiem Adriana Sutila. Nagle na tor wyjeżdża samochód medyczny, w boksach widać spore poruszenie, ale my kibice nic nie wiemy. Dopiero potem okazuję się, że jeden z bolidów Marussi również uczestniczył w kolizji. Bolid ten prowadził Jules Bianchi. Wyścig nie został wznowiony.

Bianchi do ostatnich dni znajdował się w śpiączce, 17 lipca 2015r. wyrok został dokonany. Dla Leclerca to był cios poniżej pasa. Bianchi był jego ojcem chrzestnym, starszym bratem, mentorem. Dotarł tam, gdzie podążał Charles. Wzór do naśladowania, który z dnia na dzień odszedł na zawsze. Mimo tego, Leclerc nie myśli o zakończeniu kariery, chce iść dalej, dotrzeć tam, gdzie marzyli od samego początku, czyli do Ferrari.

Charles Leclerc oraz Jules Bianchi.
Źródło: BBC

GP3, F2 i Ferrari

W sezonie 2015 startował w Europejskiej Formule 3. Zaliczył kilka bardzo udanych weekendów, ale za sprawą kolizji z Lancem Strollem podczas weekendu na torze Spa, w klasyfikacji końcowej uplasował się na czwartej pozycji. W tym samym roku wystartował w słynnym wyścigu w Makau, gdzie zdobył drugie miejsce. Dobre wyniki zaowocowały zaproszeniem na testy GP3 w zespole ART Grand Prix.

Leclerc w barwach zespołu ART Grand Prix.
Źródło: Formula Scouts

Charles musiał pokazać się z bardzo dobrej strony, bo na początku 2016r. ogłoszono, że podpisał kontrakt z ART na starty w całym sezonie GP3. Był to w tamtym czasie ogromny krok w stronę celu, bo dzisiaj tą serię wyścigową znamy pod nazwą F3. Leclerc już w pierwszym sezonie zdołał zdominować całą stawkę, wygrywając trzy wyścigi oraz dokładając pięć kolejnych wizyt na niższych stopniach podium. Rok 2016 był przełomowy dla kariery Monakijczyka jeszcze z innych powodów. To właśnie w tym roku dołączył do juniorskiego Ferrari oraz po raz pierwszy poprowadził bolid F1.

Pierwsze testy w bolidzie F1

Podczas weekendu w Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech dostał do dyspozycji bolid Haas’a. Krążą nawet plotki, że Leclerc był bardzo blisko podpisania kontraktu z amerykańskim zespołem już na sezon 2017, ale finalnie nie doszło do porozumienia, a sam Guenther Steiner stwierdził, że młody Monakijczyk powinien przejechać sezon w Formule 2.

Charles w pierwszym kontakcie z bolidem F1.
Photo: RaceFans

Jak powiedział Steiner tak też się stało. Tydzień po wygraniu GP3, zespół Prema ogłosił, że w sezonie 2017 Leclerc zasiądzie w jednym z dwóch bolidów wystawionych przez włoski zespół. Mogą to być mocne słowa, ale to właśnie ten sezon na mnie robi największe wrażenie w dotychczasowej karierze Charlesa. Osiem razy był najszybszy w kwalifikacjach, wygrał aż 7 razy i już na trzy wyścigi przed końcem sezonu został mistrzem Formuły 2.

To wszystko w stawce, w której jeździli tacy kierowcy jak: Alex Albon, Nyck De Vries czy Lando Norris. Już w trakcie sezonu było wiadome, że F2 to tylko bardzo krótki epizod w historii Leclerca. Przybył, zwyciężył i popędził dalej, na sam szczyt.

Leclerc po wygraniu kwalifikacji w Bahrajnie.
Źródło: FIA

Tragedia numer dwa

Nawet w tak pięknym i niesamowitym sezonie musiało się jednak pojawić bardzo dużo goryczy. Ojciec w śpiączkę wprowadzony został tuż przed wyścigiem w Monako. Charles przyznaje, że był to dla niego spory cios, bo ojciec zawsze marzył, żeby zobaczyć syna ścigającego się po znajomych uliczkach księstwa. Kolejny cios spadł tuż przed weekendem w Baku. Po wielu miesiącach walki z chorobą, Herve Leclerc zmarł.

Charles na wszystko reagował w niesamowity sposób. W piątek wygrał kwalifikacje, potem zwyciężył w wyścigu głównym. W niedziele, startując z P8 (odwrócona kolejność wyników wyścigu pierwszej ósemki) jechał niesamowicie. Widać było w nim pełną determinacje, odrabiał pozycję za pozycją. Na metę dojechał jako pierwszy i nawet mimo kary za zbyt szybką jazdę pod żółtymi flagami przez którą spadł na P2, wszyscy wiedzieli kto jest mentalnym zwycięzcą.

Herve Leclerc oraz Charles Leclerc.
Źródło: Scuderia Ferrari Fans

Szwajcarska przygoda

W seriach juniorskich wygrał wszystko, więc zasłużenie na sezon 2018 znalazło się dla niego miejsce w Formule 1. Podpisał kontrakt z Sauberem i stał się pierwszym Monakijczykiem, który wystartował w wyścigu F1 od czasów Oliviera Beretty. Podczas pierwszych trzech wyścigów diament nie zachwycał, można wręcz powiedzieć, że trochę zawodził. To wszystko zmieniło się jednak w bardzo symbolicznym dla Charlesa miejscu.

Podczas weekendu w Baku zdobył pierwsze punkty, dojeżdżając na świetnej, jak na możliwości Saubera, szóstej pozycji. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym rok wcześniej dowiedział się o śmierci ojca. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Leclerc zaczął jeździć bardzo dobrze, zdobywając punkty dla swojej ekipy. Wszyscy byli zachwyceni młodziakiem z Saubera w takim stopniu, że już w połowie sezonu zaczęło się mówić o zmianie barw na te bardziej czerwone.

Tak też się stało. Podczas GP Włoch ogłoszono, że nowym kierowcą Ferrari zostanie Charles Leclerc. Zastąpił on w zespole Kimiego Raikkonena, który wykonał ruch w drugą stronę i trafił do ekipy z siedzibą w Hinwil.

Leclerc podczas wyścigu w Baku.
Źródło: Autosport

Nowa nadzieja Tifosi

Prezentacja bolidu SF90.
Źródło: Ferrari

Przechodząc do Ferrari, Leclerc miał ściśle określoną pozycje. Kierowca numer dwa, który pod okiem czterokrotnego mistrza świata ma stać się gwiazdą naszej ukochanej dyscypliny. Pojawił się tylko jeden problem – Leclerc taką gwiazdą już był i nie miał zamiaru jedynie pomagać Vettelowi. Już w drugich kwalifikacjach sezonu zdobył Pole Position, pokonując Vettela który ustanowił drugi czas.

W wyścigu, najpierw stracił prowadzenie na rzecz Niemca, ale po kilku okrążeniach je odzyskał i od tego momentu prowadził niezagrożenie. Wydawało się, że Charles ma wygraną w garści… do kiedy przez radio zaczął wykrzykiwać, że jego SF90 traci moc. Usterka okazała się na tyle poważna, że Leclerc stracił dwie pozycje, a jego podium uratowały dwa samochody Renault, które pod koniec po prostu stanęły na torze. Bardzo słodko gorzkie pierwsze podium w karierze.

Utrata przyjaciela

Sezon toczył się dalej, a Leclerc nie zamierzał zwalniać. W tym czasie Mercedes znajdował się w innej lidze, więc Charles mógł walczyć co najwyżej o trzecie miejsce z kolegą zespołowym. Wiele razy mu się to udawało, a w Austrii był nawet bliski zwycięstwa. Podobnie jak w Bahrajnie, tak i na Red Bull Ringu stracił je na ostatnich okrążeniach, na rzecz Maxa Verstappena.

Kolejna szansa na P1 pojawiła się w Belgii. Leclerc zdobył kolejne Pole Position i wesoło odpowiadał na pytania dziennikarzy. W tle leciał start wyścigu Formuły 2. W tym momencie jednak po raz kolejny dochodzi do czegoś strasznego. Na pierwszym okrążeniu, w zakręcie Eau Rouge doszło do potężnej kraksy. Realizator od razu uciekł z kadrem, wyścig został wstrzymany, żaden z kibiców nie zobaczył już powtórki tego feralnego zdarzenia.

Z minuty na minutę, dochodziło coraz więcej wiadomości. Okazało się, że najbardziej poszkodowani zostali Juan Manuel Correa oraz Anthoine Hubert. Ten pierwszy miał połamane nogi, ale życiu nic nie zagrażało. Niestety Hubert nie miał tyle szczęścia. Pierwsze uderzenie w barierę nie było groźnie, lecz drugie, kiedy to Correa uderzył w bok stojącego na drodze bolidu, było już zabójcze. Odnotowano przeciążenie o wartości 81.8G.

Piękna wygrana Leclerca

Świat motorsportu był żałobie. Po informacji o śmierci Huberta, władze zdecydowały, że wyścig główny F2 w ogóle się nie odbędzie. Cyrk F1 nie mógł jednak sobie na to pozwolić, bo show must go on. W niedzielę Leclerc pojechał idealnie. Na starcie nie dał się atakującemu Vettelowi, a potem bezpiecznie kontrolował pierwszą pozycję. Wygrał swój pierwszy wyścig w F1, więc powinien skakać z radości, przybijać piątki i mieć szeroki uśmiech. Nie było mu to jednak dane. Sam po wyścigu stwierdził, że nie jest w stanie na 100% się cieszyć i z tyłu głowy myśli o swoim przyjacielu.

Leclerc po zwycięstwie w Belgii.
Źródło: CNN

Leclerc to człowiek, który musiał nauczyć się zwyciężać i cieszyć z żałobą w tle. Od sezonu 2015 do 2019 przeszedł przez wszystkie niższe serie w motorsporcie. Wszystkie je wygrał. Do tego po zaledwie jednym sezonie w F1 dostał angaż w żyjącej legendzie tego sportu, Ferrari. W swoim pierwszym sezonie jako kierowca Scuderii, wygrał wyścig i zdobył Pole Position. W tym czasie stracił ojca, ojca chrzestnego i bardzo bliskiego przyjaciela.

Epilog czy ocena bohatera

Na tym nie kończy się oczywiście historia Leclerca w Formule 1. Charles w czasie kampanii 2019 był w stanie wygrać jeszcze wyścig na Monzy, a na koniec sezonu zdołał nawet wygrać z Vettelem kończąc sezon na czwartej pozycji w generalce. Już wtedy było wiadome kto jest nowym królem w Ferrari, co zostało potwierdzone informacją o nieprzedłużeniu kontraktu z Sebastianem po sezonie 2020.

Leclerc wszedł do Ferrari z drzwiami i zlał już w drugim sezonie czterokrotnego mistrza świata. Następne dwa sezony to jednak gorszy czas dla całej Scuderii. Układ z FIA bardzo osłabił silniki ekipy z Maranello, przez co nie byli oni w stanie walczyć o najwyższe laury, a jedynie o punkty czy sporadyczne podia. To wszystko zmieniło się w obecnym sezonie, bo Ferrari znowu wróciło na szczyt.

Leclerc jest kierowcą nietuzinkowym, bardzo szybkim, być może przyszłym mistrzem świata. To oczywiście fakty, ale trzeba też przyznać, że jak na razie nie zrobił nic takiego, żeby wpisywać go między najwybitniejszych kierowców XXI wieku. O wiele bardziej, na mnie, wrażenie robi jego słodko-gorzka historia, w której dosłownie zwycięstwo i wielka radość, co chwila miesza się z goryczą, rozczarowaniem, smutkiem i śmiercią.

Mało który człowiek byłby w stanie siąść do auta i na tyle wyczyścić głowę, aby zapomnieć, że właśnie stracił ojca. Charles doświadczał podobnej straty aż trzy razy. Każda wiele go kosztowała, ale udało mu się jej sprostać. Tak prezentuję się historia diamentu, który zaczyna lśnić coraz jaśniej.

Photo: Scuderia Ferrari/Twitter