Jakie wnioski po nowym formacie weekendu GP Azerbejdżanu?

GP Azerbejdżanu było wyjątkowe jedynie przez swój nowy format, który sędziowie wprowadzili w tygodniu wyścigowym. Jakie wnioski wyciągniemy po tym weekendzie?

Nowy format weekendów, o którym zresztą szczegółowo pisaliśmy TUTAJ, miał nam przynieść jeszcze więcej emocji. Zadebiutował on podczas tegorocznego GP Azerbejdżanu. Dwie sesje kwalifikacyjne, dwa wyścigi i do tego tylko jeden trening – plan brzmi ekscytująco i emocjonująco. Ale czy ostatecznie taki był w praktyce? Raczej nie…

Jeden trening – duży minus dla kierowców i zespołów

Tegoroczne GP Azerbejdżanu było dla kierowców i ich zespołów szczególnie trudne, bo mieli do dyspozycji tylko godzinną sesję treningową w piątek. W trakcie niej musieli przygotować jak najlepsze ustawienia, jakie się dało bazując przede wszystkim na doświadczeniu z zeszłego roku i przystąpić do kwalifikacji w piątek i sobotę.

Jest to bardzo duża zmiana dla osób w padoku, szczególnie dla kierowców debiutantów w tym sezonie. Oscar Piastri, Nyck de Vries czy Logan Sargeant mogli jedynie bazować podczas tego weekendu na kilku przejazdach w trakcie FP1, ale przede wszystkim na ściganiu z serii juniorskich po tym torze. Dlatego ten weekend nie mógł być dla nich łatwy.

Moim zdaniem jedna sesja treningowa nie jest wystarczająca, zwłaszcza na takim torze jak tor w Baku. Oczywiście może to dawać nadzieje na niespodziewane wyniki, których z drugiej strony nie byliśmy świadkami, ale nie daje to kierowcom i zespołom pola do popisu. Po prostu utrudnia im to robotę, co oceniam negatywnie.

Wybór torów

Ten weekend zawiódł wszystkich pod względem emocji, a przecież mieliśmy specjalny format weekendu, który miał nam te emocje gwarantować! GP Azerbejdżanu zawsze było znane z tego, że albo nic tu się nie dzieje, albo jak już się dzieje, to na pełnych obrotach. Wypadki, neutralizacje, czerwone flagi, restarty, walka na ostatnich kółkach – to dało nam zeszłoroczne GP Azerbejdżanu.

Niestety tegoroczny weekend zanudził nas na „śmierć”. Jest to prosta sprawa – weekendy ze Sprintem muszą być na torach, gdzie o wyprzedzanie nie jest ciężko. Takie tory jak np.: tor w Austrii, Brazylii, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie są wręcz stworzone dla takiego formatu weekendu. To z tych torów da się według mnie wyciągnąć maksymalny potencjał z weekendu ze Sprintem, w odróżnieniu od toru w Baku.

Zmiana znaczenia istoty Sprintu

Przed wprowadzeniem nowego formatu weekendu, Sprint działał jako kwalifikacje do niedzielnego GP. Kierowcy zdobywali również punkty – w sezonie 2021 pierwsza trójka dostawała punkty, w 2022 roku TOP8 otrzymywało punkty. Jednak najważniejsza rola Sprintu była ustawienie kierowców do niedzielnego wyścigu.

W tym roku Sprint jest jakby już oddzielną sesją, ze swoimi kwalifikacjami zwanymi Shootout i punktacją dla kierowców pierwszej ósemki. Sprint nie pełni już roli kwalifikacji do niedzielnego wyścigu – taką rolę pełnią piątkowe kwalifikacje, które mają miejsce po jednym treningu.

Uważam to za dobrą zmianę, ale z drugiej strony jest to wszystko kosztem drugiej sesji treningowej. Jednak zastanawiając się dłużej, dochodzę do wniosku, że sobotnia sesja treningowa i tak nie miała sensu, bo zespoły obowiązywał już park zamknięty, a więc nic nie można już było zmieniać przy bolidach.

Dlatego też według mnie najlepszą formą weekendu byłoby wydłużenie piątkowej sesji treningowej do 90 minut i poprawieniem zasad parku zamkniętego na korzyść zespołów. Myślę, że to byłoby dobrą zmianą i poprawieniem tego ciekawego formatu weekendu. Bo nie ma się co łudzić – F1 nie odejdzie od weekendów ze Sprintem w najbliższym czasie.

Fot. Formula 1/Twitter

Weekendy ze Sprintem mogą zbić stawkę

Weekendy ze Sprintem mogą zbić stawkę dzięki punktom w sobotę w niedzielę. To na pewno pozytywna cecha takich weekendów, bo dzięki nim może być ciekawsza walka w sezonie. Dla przykładu: dzięki dwóm zwycięstwom Sergio Pereza – w Sprincie i GP – zmniejszył on stratę do Maxa z 15 do 6 punktów.

To daje też szanse takim zespołom jak AlphaTauri, Alfa Romeo czy Williams do zdobycia choćby punktu dzięki różnych wydarzeniom podczas obydwu wyścigów. To wszystko może przyczynić się – oczywiście przy odpowiednim scenariuszu – do zbicia stawki, a zarazem większych emocji.

Dzięki Sprintowi i GP Fernando Alonso, mimo że nie zajął 3 miejsca, to i tak wywiózł z Azerbejdżanu 15 punktów: 3 za Sprint i 12 za wyścig. To pokazuje, że szansa na zdobycie punktów jest duża, a dla takich zespołów jak Aston Martin, Mercedes czy Ferrari, umożliwia walkę do końca sezonu o jak najlepszą pozycję w klasyfikacji konstruktorów.

Ciekawy format sobotnich kwalifikacji do Sprintu

Jak wiemy, do Sprintu nie mamy już piątkowych kwalifikacji, ale mamy sobotnie Shootout. Sesja ta jest skrócona w stosunku do piątkowej sesji kwalifikacyjnej, odbywająca się w standardowym trybie. Kierowcy w Q1 mają do dyspozycji 12 minut, w Q2 10 minut, a w Q3 8 minut. W Q1 i Q2 do dyspozycji będzie wyłącznie opona pośrednia, natomiast w Q3 miękka mieszanka.

Ten pomysł narzucenia opon na kierowców jest ciekawy i daje inne wrażenia z kwalifikacji. Jest to dobra różnica pomiędzy piątkową sesją kwalifikacyjną a sobotnią. Według mnie takie narzucenie opon jest dobrym odejściem od standardowego formatu weekendu.

Niestety ma też minusy. Dla przykładu, Lando Norris awansował do Q3, ale nie mógł wziąć w niej udziału, bo nie dysponował świeżym kompletem miękkich opon – efekcie startował do Sprintu z 10 miejsca. Ale zasady to zasady i trzeba je „respektować” – jeżeli wymagane są opony miękkie na SQ3, to musisz tak zarządzać całym weekendem, aby mieć je do dyspozycji w przypadku awansu do finałowego etapu Shootout.

Słowem podsumowania

Wiemy, że w najbliższych latach F1 będzie stawiał coraz częściej na weekendy ze Sprintem, bo to ma przynieść większe korzyści. Ma to przede wszystkim przyciągnąć nowych kibiców, a dwa wyścigi w ciągu jednego weekendu brzmią interesująco. A już szczególnie zachęcająco brzmi format weekendu, jaki mieliśmy w Baku.

Kibice mogli śledzić rywalizację już od piątkowego popołudnia i zakończyła się ona dopiero niedzielnym GP. Oczywiście taki układ weekendu będzie musiał walczyć z wieloletnimi kibicami, którzy przyzwyczaili się do standardowego formatu. To przecież również oni są odpowiedzialni za promowanie tego sportu.

Dlatego też F1 musi mieć na uwadze, aby nie przesadzić w jedną czy w drugą stronę. Uważam, że z obecnie napełnionym kalendarzem ilość 6 weekendów ze Sprintem jest jak najbardziej odpowiednią liczbą. Na pewno przyda się co jakiś czas odskocznia w postaci takiego formatu.

Sprinty w 2023 roku

  • 29 kwietnia – GP Azerbejdżanu – Baku
  • 1 lipca – GP Austrii – Red Bull Ring
  • 29 lipca – GP Belgii – Spa-Francorchamps
  • 7 października – GP Kataru – Losail International Circuit
  • 21 października – GP USA – Circuit of the Americas
  • 4 listopada – GP São Paulo – Interlagos

Fot. Formula 1/Twitter

Podobne wpisy