Max Verstappen zwycięzcą GP Australii w tle „popisowych” decyzji sędziów

Max Verstappen wygrał GP Australii, co umocniło go na pozycji lidera w klasyfikacji kierowców. Jednak nie to były na pierwszym planie, a raczej dziwne decyzje sędziów.

Tegoroczne GP Australii było szalone i chaotyczne, głównie przez decyzje sędziów. Niestety, ale kierowcy startowali w wyścigu aż 3 razy! Mimo tego wyścig ocenić możemy za bardzo ciekawy, ale niestety niesmak pozostał po skomplikowanych i dziwnych decyzjach sędziów tego wyścigu. To wszystko jednak sobie podsumujemy w tym podsumowaniu.

Red Bull nie daje szans rywalom i kompletuje 3/3 zwycięstwo w tym sezonie

Max Verstappen mimo tylu chaotycznych wydarzeń i tak robi swoje

Red Bull jest najlepszym zespołem na początku tego sezonu i znów to potwierdza. Max Verstappen wygrał kwalifikacje z przewagą ponad 0.2s nad drugim Russellem i 0.4s nad trzecim Hamiltonem. Pomimo wypełnienia formalności przez Verstappena, dla Red Bulla nie były to udane kwalifikacje. Sergio Perez wypadł z toru na początku Q1 i musiał startować w niedzielę z 20 miejsca.

I tak przechodzą do startu wyścigu, to zdecydowanie nie był on udany dla Verstappena. Holender startując po zewnętrznej części toru w stosunku do pierwszego zakrętu miał utrudnione zadanie. George Russell to wykorzystał i awansował na pierwsze miejsce w pierwszym zakręcie. Verstappen spadł jednak jeszcze niżej, bo na P3 na rzecz Lewisa Hamiltona, który awansował nad Maxa w trzecim zakręcie.

Mimo tego Max zdołał utrzymać się rywalami i wyprzedził Hamiltona na 12 okrążeniu, przez które wydarzyło się wszystko. Byliśmy przez te 12 kółek świadkami samochodu bezpieczeństwa i czerwonej flagi. Oczywiście jak dalej się to wszystko potoczyło dobrze wiecie, a Max zdołał utrzymać pozycję lidera pomimo kolejnego restartu pod koniec wyścigu.

To nie był bezbłędny weekend Maxa, bo dosyć często zwiedzał on pobocze, również raz wyjechał na trawnik w niedzielę. Pomimo tego Max Verstappen nie dał szans rywalom i szybko po pierwszej czerwonej fladze wrócił na swoje prawidłowe miejsce.

Fot. F1

Sergio Perez na 5 miejscu startując z 20 miejsca

Perez startował z 20 miejsca z powodu swojego błędu na początku kwalifikacji i mimo tego zdołał dojechać na 5 miejscu, osiągnąć najszybsze okrążenie wyścigu i zgarniając 11 punktów. Oczywiście na pewno pomógł mu charakter przebiegu tego wyścigu, ale ominął też tych największych kłopotów w środku stawki.

Co prawda przy drugim restarcie popełnił błąd i spadł na tył stawki wypadając na trawnik, ale sędziowie wrócili do ustawienia przy kolejnym restarcie (który polegał na przejechaniu jednego okrążenia bez ścigania) i dzięki temu Meksykanin utrzymał 5 miejsce. Dzięki temu Red Bull wywozi z Australii 36 punktów, co jest znów dużą zaliczką.

Prawie bezbłędny weekend Mercedesa

Mercedes zaskoczył niejednego fana F1 w sobotnich kwalifikacjach, zajmując 2 i 3 miejsce. W niedzielę na starcie było jeszcze lepiej, bo obaj kierowcy wyprzedzili Verstappena i Mercedes miał dwóch kierowców na przodzie. Na ich nieszczęście pierwsza czerwona flaga ułatwiła zadanie Verstappenowi, który na 12 okrążeniu poradził sobie z Lewisem Hamiltonem wracając na 1 pierwsze.

W dodatku Russell zjechał do alei serwisowej jeszcze, kiedy była neutralizacja przy wypadku Albona, co miało być darmowym pit stopem. Nie był to ostatecznie darmowy pit stop, bo po wyjeździe z alei szybko wywieszono czerwone flagi i Russell musiał startować z 7 miejsca. Bardzo dużo na tym stracił Brytyjczyk.

18 okrążenie podsumowało pech Russella, który musiał zjechać z prostej startowej w okolice wyjazdu z pit lane, ponieważ jego bolid doznał awarii jednostki napędowej. Wywołało to mały pożar, a Russell musiał opuścić kokpit. Z nieba do piekła – tak można opisać weekend w Australii dla Georga Russella.

Ostatecznie Lewis Hamilton dojechał na 2 miejscu, dzięki czemu Mercedes o wiele szybciej niż rok temu wywalczył swoje pierwsze podium. Możemy się jednak spodziewać, że na tym ekipa Wolffa się nie zatrzyma. Wygląda na to, że o trzeci stopień podium walka będzie się rozgrywać pomiędzy Astonem Martinem i właśnie Mercedesem, który z Australii wywozi 18 oczek.

Aston Martin z bardzo dużym dorobkiem punktów

Aston Martin będzie z przyjemnością wspominać tegoroczną Australię. Po udanych kwalifikacjach przyszedł czas na jeszcze lepsze zawody w niedzielę. Fernando Alonso trzeci raz z rzędu zdobył trzeci stopień podium, ale to nie koniec dobrych informacji dla ekipy Lawrenca Strolla.

Lance Stroll zajął 4 miejsce i dzięki temu Aston Martin zdobył łącznie 27 punktów. Niedzielny wyścig dla Astona był raczej spokojny, zwłaszcza dla Fernando Alonso. Przez większość czasu trwania wyścigu jechał na 3 miejscu. Oczywiście przy drugim restarcie był ofiarą kolizji wywołanej przez Carlosa Sainza, który spowodował obrót kierowcy Astona. jednak, jako że wrócono do kolejności przed tym restartem, to Nando utrzymał się na P3.

Lance Stroll również zaliczył bardzo dobry wyścig, a przede wszystkim nie pogubił się przy restartach i prawidłowo zarządzał wyścigiem. 3 i 4 miejsce dla Astona to bardzo dobry wynik, zwłaszcza że w ten weekend Mercedes zapowiedział, że wraca do gry.

Fot. Motorsport

McLaren nareszcie w punktach i to z dwoma kierowcami!

McLaren dwie pierwsze rundy miał bardzo ciężkie, co widać było zaglądając w klasyfikację konstruktorów, gdzie McLaren widniał na ostatnim miejscu z zerową liczbą punktów. Jednak już od początku w Australii ich dyspozycja wyglądała nieco lepiej, o czym wspominaliśmy w piątkowym podsumowaniu treningów (w sumie o Mercedesie też wspominaliśmy, że ich tempo wygląda obiecująco).

Kwalifikacje nie były rewelacyjne, bo Oscar Piastri odpadł już w Q1 na P16, ale natomiast Lando Norris zajął P13, co dawało nadzieje na punkty. Z pewnością przebieg tego wyścigu był im na rękę, dzięki czemu byli w stanie wbić się dwoma bolidami do TOP10. Trzeba jednak zaznaczyć, że pomimo licznych neutralizacji i restartów Lando Norris i tak jechał po punkty.

Te liczne restarty i neutralizacje zdecydowanie pomogły Piastriemu, który startując z 16 miejsca, dojechał na metę jako 8 kierowca. Lando Norris dojechał 2 miejsca wyżej i McLaren z Australii wyjeżdża z pierwszymi punktami sezonu i to w okazałej liczbie, bo wynoszącej 8. Dzięki temu McLaren awansował z 10 miejsca na 5 miejsce w klasyfikacji.

Niko Hulkenberg z pierwszymi punktami w sezonie

Niko Hulkenberg jak na razie wygrał wszystkie pojedynki z Kevinem Magnussenem w kwalifikacjach i również jak na razie wygrywa pojedynek z Magnussenem o liczbę punktów. Niemiec ma 6 punktów, a Kevin Magnussen tylko jedno oczko po trzech wyścigach. Haas dzięki temu jest na 7 miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Niko Hulkenberg dojechał w pierwszej dziesiątce pierwszy raz od GP Eifel w 2020 roku, kiedy to zastępował Lanca Strolla w Racing Point. Jak na razie Niemiec pokazał się na starcie tego sezonu z o wiele lepszej strony niż Kevin Magnussen. Oby tak dalej!

Charles Leclerc z najgorszym początkiem sezonu w barwach Ferrari

Charles Leclerc jeszcze nie miał gorszych trzech pierwszych wyścigów od czasu jazdy w Ferrari. Leclerc po 3 wyścigach zawsze miał dwucyfrowy dorobek punktów. Rok temu po trzech pierwszych rundach miał 71 oczek, a w tym roku ma ich tylko 6.

Jest to koszmarny wynik, który plasuje go obecnie na 10 miejscu w klasyfikacji. Trzeba zaznaczyć, że w Australii odpadnięcie z wyścigu w trzecim zakręcie było jego winą. Leclerc wpychał się tam, gdzie nie powinien, a Stroll nie był w stanie już nic zrobić. Jak na razie Monakijczyk dojechał do mety tylko w Arabii Saudyjskiej na 7 miejscu.

Koszmar Alpine

Alpine do czasu drugiej czerwonej flagi w wyścigu radził sobie bardzo dobrze. Kiedy Magnussen złapał kapcia po kontakcie z bandą, Gasly jechał na 5 miejscu, a Ocon na miejscu nr. 10. Niestety obaj kierowcy nie poradzili sobie z restartem wyścigu.

Obaj panowie wspólnie się rozbili, ale głównym winowajcą w tej sytuacji jest Pierre Gasly. Francuz wracał z trawnika w pierwszym zakręcie. Kiedy już wrócił na tor chciał jechać linią toru pozostałych kierowców, ale niestety nie zauważył Ocona z prawej strony i zepchnął go w bandy. Obaj panowie się rozbili tracąc podwójne punkty i koszty za naprawę bolidu.

Wielka szkoda, bo oczywiście sam restart wyścigu wywołał wiele emocji (o czym poniżej), to jednak był to oczywisty błąd Gasly’ego. Muszę przyznać, że przed tą całą sytuacją wybrałem najlepszego kierowcę wyścigu i wybrałem właśnie Francuza. Chyba jednak trzeba czekać do przedostatniego kółka z wyborem 🙂

Sędziowie nabroili

Sędziowie na pewno wywołali wiele emocji poprzez swoje decyzje, przez co w niektórych domach nie były potrzebne kawy na poranne oglądanie. O ile pierwszy samochód bezpieczeństwa i czerwona flaga były według mnie słuszne, tak już dalsze decyzje były gorsze.

Niepotrzebna czerwona flaga w sytuacji z Magnussenem

Kevin Magnussen na 54 okrążeniu mocno spotkał się z bandą na wyjeździe z drugiego zakrętu i uszkodził przy tym swoją prawą tylną oponę. To spowodowało, że koło zostało na torze, a Kevin musiał się zatrzymać. Mogło się wydawać, że na taką sytuację wystarczy samochód bezpieczeństwa lub gdyby nie rozrzucone części – VSC.

Niestety sędziowie skorzystali z najbardziej rygorystycznych środków wywieszając czerwoną flagę na torze. Niestety kompletnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tą decyzją sędziów i uważam ją za zbyt przesadzoną. Pojawiało się wiele głosów, które krytykowały sędziów co do tej decyzji i ja też jestem w tym gronie.

Pojawiały się również głosy, że dzięki temu będą emocje i nie dojedziemy do mety za samochodem bezpieczeństwa. Tak, były emocje, ale wszyscy przecież czuli, że wywołane sztucznie przez sędziów. Pracownicy Alpine również mieli wiele emocji, kiedy to dwaj kierowcy odpadli na przedostatnim kółku mając dwa bolidy w TOP10.

Zwłaszcza, że po tym restarcie wrócono do kolejności przed tym restartem, co na pewno zbulwersowało wszystkich w szeregach francuskiej ekipy. Sędziowie stwierdzili, że zapominamy o tym restarcie i w sumie to wracamy do kolejności, która była przed restartem, a dla Alpine ślemy wyrazy współczucia… Dramat!

Zapominamy o restarcie, ale Sainz jednak utrzymuje za niego karę

Carlos Sainz spowodował przy tym restarcie obrót Fernando Alonso, który uderzył w bandy. Hiszpan wrócił na tor informując, że z samochodem wszystko okej, ale spadł on na koniec stawki. Jak wiemy na ostatnie okrążenie kierowcy wrócili na swoje miejsca startowe, na których startowali do drugiego restartu (niestety kierowcy Alpine, de Vries i Sargeant już z tego nie skorzystali).

Mimo tego Carlos Sainz i tak otrzymał karę 5s za spowodowanie kolizji z okrążenia, o którym sędziowie chcieli zapomnieć. Alonso wrócił na 3 miejsce dzięki decyzji sędziów, a więc tak jakby nic się nie wydarzyło. Mimo to Sainz utrzymał karę 5s. Przecież ten restart tak jakby się nie odbył, a mimo to Hiszpan utrzymał karę.

Być może wielu nie będzie się zgadzać z moją opinią, ale sędziowie po prostu nie są konsekwentni w swoich decyzjach i robią co chcą. Tutaj dadzą karę, tu wywieszą czerwoną flagę, tu dadzą VSC, bo kierowca samochodu bezpieczeństwa jest w tym czasie w toalecie… Mówiąc serio – sędziowie często wywołują ogromny chaos na torze, co źle wpływa na ogólny odbiór wyścigu. I tak też jest w tym przypadku.

Słowem podsumowania

Emocji na pewno nadały wypadki, neutralizacje i czerwone flagi, ale można śmiało powiedzieć, że był to jak na razie najciekawszy wyścig w tym sezonie. Na pewno cieszy fakt, że Mercedes był w stanie powalczyć przez pewien czas z Red Bullem i gdyby inaczej się ten wyścig potoczył, to być może mielibyśmy ciekawszą walkę w niedzielnym wyścigu o zwycięstwo.

Z drugiej strony nieco ogólny odbiór tego wyścigu zepsuli sędziowie poprzez swoje decyzje. Chcieli nadać jeszcze więcej emocji, ale było to bardzo sztuczne i robione nieudolnie. Ostatecznie jednak można ocenić ten wyścig pozytywnie.

Wyniki

Szczegółowe wyniki TUTAJ.

Strategie zespołów

Klasyfikacja kierowców

[wptb id=25690]

Klasyfikacja konstruktorów

[wptb id=25707]

Fot. Oracle Red Bull Racing/Twitter

Podobne wpisy