Na chłodno o GP Australii

Zawsze chciałem mieć swój felieton i oto dostałem taką szansę. Rozpoczynamy z serią, w której na chłodno, po kilku dniach przemyśleń omówię wnioski po danych Grand Prix. Na pierwszy ogień idzie powracająca Australia, która jako wyścig trochę mnie zawiodła, ale o tym w dalszej części artykułu.

Kanadyjska masakra piłą mechaniczną

Nicholas Latifi jest szczęściarzem. Karierę wyścigową rozpoczął znacznie później od innych kierowców z krwi i kości. Pochodzi z bogatej rodziny i nigdy nie doświadczył takich problemów jak Alonso czy Raikkonen, których nie było stać nawet na opony na mokry tor. Dostał się do F1, a do tego w podobnym czasie do tejże F1 dostał się również Nikita Mazepin. Przecież to jest taki ogrom szczęścia, że nawet niektórzy mistrzowie świata przez całe swoje życie nie dostali tyle od wszechmocnego, ile dostał Latifi. Według mnie, spokojnie możemy go zaliczyć do jednego z najgorszych kierowców XXI wieku w królowej sportów motorowych.

Tempem odstaje od Albona, który przecież ostatni rok spędził na odtworzeniu wypadku Verstappena i Hamiltona. W kwalifikacjach, przez trzy rundy Tajlandczyk go po prostu miażdży. Do tego ilość wypadków i pieniędzy które trzeba było zainwestować w naprawy bolidu Kanadyjczyka jest zatrważająca. Podsumowaniem sezonu będzie wypadek podczas kwalifikacji na Albert Park.

Zderzenie z Lance’em Strollem, które mogło się wydarzyć tylko w ich przypadku. Najpierw to Latifi tak naprawdę staje na torze, potem, gdy dogania go kierowca Astona Martina, ten nagle przyspiesza i chce wyprzedzić Strolla po prawej stronie. Lance, który jak zwykle nie patrzy w lusterka, wjeżdża w Williamsa i kończy udział obu Kanadyjczyków w kwalifikacjach. Monty Python.

Stroll handed three-place grid drop for Australian GP after Latifi crash in  Q1 | Formula 1®
Photo: F1/Twitter

Zielona rewolucja, czyli jak zmarnować pieniądze

No i co panie Stroll, skąd to zwątpienie – chciałoby się rzec. Miliony dolarów, budowa nowej fabryki, czterokrotny mistrz świata jako twarz nowego Astona Martina. W teorii można powiedzieć, że tu wszystko pasuje, bo przecież ekipa z siedzibą pod Silverstone nawet bez tych porządnych wzmocnień radziła sobie świetnie, bijąc po pysku najlepsze zespoły świata. Niestety, pieniędzy zaczęło brakować, a kanadyjski miliarder Lawrence Stroll miał być jak manna z nieba dla tonącej w długach Force India.

Minęły trzy sezonu i już spokojnie można powiedzieć, że na razie nic takiego jak dominacja angielskiej ekipy, nam nie grozi. Stroll od początku, na pracownikach wymagał kopiowania Mercedesa, a do tego wprowadził do zespołu Lance’a, który faworytem kibiców nigdy nie zostanie.

Stroll handed Australian GP F1 grid penalty for Latifi Q1 crash - Blog
Photo: Getty Images

Występ Astona w Australii to jeden z gorszych występów w historii tego zespołu od lat. Awaria silnika w samochodzie powracającego Vettela w FP1, potem wypadki obu kierowców w FP3. Nawet mechanicy, którzy zdołali doprowadzić oba samochody do stanu używalności już na kwalifikacje, nie dostali żadnej nagrody. Lance wyjechał na tor i zderzył się z Latifim, po raz kolejny udowadniając, że lusterka w jego bolidzie są tylko symboliczne.

Ten człowiek z nich nie korzysta i to jest fakt. To co tym sezonie wyrabia na torze syn właściciela zespołu Astona Martina, jest niewyobrażalne i skrajnie niebezpieczne. Dość powiedzieć, że w samym wyścigu został ukarany karą 5s za falowanie na prostych. Vettel za to dopełnił obrazu nędzy i rozpaczy rozbijając się podczas niedzielnej rozgrywki.

AMR22 to najgorszy samochód na gridzie. Podczas hamowania po prostu nie skręca, do tego jest wolny i bardzo podatny na porpoising. Po odejściu Szafnauera (wyrzuceniu?) nowy szef zespołu został wrzucony w Atlantyk w okolicach Rowu Mariańskiego i z ciężarkami przypiętymi do ciała. Trudno mu się dziwić, że jak na razie zatonął i szansy na ratunek nie widać.

O wykorzystywaniu szans, Mercedes i Alpine

Jeśli jesteś kibicem piłki nożnej, to wiesz, że od kilku lat podczas meczów bardzo eksponowana jest statystyka bramek oczekiwanych. Za ich określenie odpowiada współczynnik xG, który oblicza ilość bramek jakie powinna zdobyć drużyna w danym meczu, biorąc pod uwagę sytuacje bramkowe. W F1 nikt oczywiście bramek nie strzela, ale spokojnie można to przełożyć na wyścigowy grunt. Gdyby istniał współczynnik xP, który określałby, ile punktów lub podium powinien zdobyć dany zespół, to przy Alpine oraz Mercedesie znajdowałby się pewnie na bardzo podobnym poziomie. Mimo to, po trzech wyścigach francuski zespół ma na swoim koncie 22 punkty w klasyfikacji generalnej, a Mercedes dwa miejsca na podium oraz pozycje wicelidera w klasyfikacji konstruktorów. Dlaczego tak się dzieje?

Zdjęcie
Photo: Mercedes/Twitter

Mercedes jest zespołem mistrzowskim. Możemy to przyznać i się z tym pogodzić lub udawać za wszelką cenę, że tak nie jest. Bardzo dobrze widać to było w Australii. Bolid nadal jest daleki od ideału, a ekipę z Brackley gonią Alpine czy McLaren. Szczególni Ci pierwsi mają mega szybki bolid, który na ten moment wygląda na trzeci najszybszy w stawce. Niestety, Francuzi od dawna w czołówce nie walczyli, a do tego auto jest strasznie delikatne. Awaria Alonso w Q3, słabe tempo Ocona czy brak szczęścia z SC złożyło się na to, że z Australii wyjechali z 6 punktami. Mercedes wyjedzie za to z P3 i P4 w sytuacji, w której bolid sprawia im jeszcze wiele problemów. Strach pomyśleć co się stanie, jeśli poprawki, które szykują, pomogą.

Czerwoni znowu potrafią…?

Nie zamierzam tego ukrywać, jestem (a może byłem…) sceptykiem co do Scuderii. Początek mają wyśmienity, a zespół wygląda na niesamowicie mocny i pewny siebie. Już dawno nie widziałem tak perfekcyjnego Ferrari, bo przecież ostatnie lata to pasma porażek spowodowanych wieloma czynnikami. Ale w tym momencie muszę zakończyć tą sielankę, a przynajmniej ostrzec wszystkich Tifosi. Sam mam w pamięci sezony 2017 i 2018, w których czerwone bolidy wyglądały na równie mocne.

Zdjęcie
Photo: Ferrari/Twitter

Oczywiście można powiedzieć, że wtedy tytuł z rąk wypuścił Vettel przez błędy jakie popełnił, ale ja się z tym nie zgodzę. Stajnia z Maranello w 2018 poszła w złą stronę rozwoju bolidu. Poprawki, które przywoziła były nietrafione. Czy w tym sezonie będzie podobnie, tego oczywiście nie wiem, ale przy tym wszystkim trzeba zachować spokój. Ferrari jest na razie ewidentnie najlepsze, co nie oznacza, że taki stan rzeczy utrzyma się do finału w Abu Zabi.

Nowy tor, stare problemy

Niestety, przebudowa i zmiana toru szczególnie w drugim sektorze, nie pomogła. Nadal bardzo ciężko o manewry wyprzedzania, a układ stref DRS-u powoduje, że na torze bardzo często dochodzi do zjawiska pojawiania się pociągów, w których kilka bolidów jedzie w odstępie 1 sekundy, ale przy tym nie jest w stanie wyprzedzić kierowcy przed sobą. Nie inaczej było w niedziele, a koronnym tego przykładem jest Fernando Alonso. Hiszpan mimo posiadania miększych i świeższych opon nie był w stanie wyprzedzić kierowców Haas’a, Alfy Romeo czy Astona Martina.

Wallpaper Photos 2022 Australian F1 GP
Photo: F1-Fansite.com

Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt. Australia, jeśli chce pozostać w kalendarzu, musi zrobić wszystko, aby powrócić jako pierwszy wyścig w sezonie. Albert Park to piękny tor, a cała otoczka z wczesnym wstawianiem czy australijskimi kibicami już zawsze będzie mi się kojarzyć z inauguracją sezonu F1. Kiedy to wszystko znika, a wyścig jest rozgrywany jako któryś z kolei nie czuć już takich emocji, które zazwyczaj przygrywały dość słabe ściganie.

Photo: Aston Martin/Twitter