Największe zaskoczenia i rozczarowania F1 w sezonie 2023

Kolejny wpis z cyklu podsumowań tegorocznego sezonu Formuły 1. Tym razem bierzemy na tapetę kierowców i zespoły. Zapraszamy na ocenę największych zaskoczeń i rozczarowań ostatniego sezonu F1.

W sezonie 2023 mieliśmy zarówno kilku kierowców oraz zespoły, którzy pokazywali się ze znakomitej strony, choć mało kto spodziewał się przed jego startem, że tak będzie. Kilku innych zawodników oraz niektóre teamy zdecydowanie nie stawały na wysokości zadania. Forma niektórych z nich była wątpliwa jeszcze przed GP Bahrajnu, ale w tej grupie znaleźli się również kierowcy ze ścisłej czołówki od których oczekiwaliśmy więcej. Kto moim zdaniem najbardziej zaskoczył, a kto rozczarował w F1 w 2023 roku? O tym dowiecie się po przeczytaniu poniższego zestawienia. Zapraszamy!

Zaskoczenia

Aston Martin

Filar zespołu

Fernando Alonso jest prawdopodobnie najbardziej kochanym przez kibiców kierowcą w stawce F1. Ciężko znaleźć jego przeciwników. Bez względu na wiek, narodowość czy ulubionego zawodnika, dla niemal każdego fana F1, dwukrotny mistrz świata jest ich obiektem zainteresowań, któremu życzą jak najlepiej.

Dlatego w tym roku po zmianie zespołu przez Alonso, oczy całego świata motorsportu zostały zwrócone na team Lawrenca Strolla bardziej niż w poprzednich sezonach, gdzie również startował wielkokrotny mistrz świata – Sebastian Vettel. Drugim czynnikiem był nagły wzrost formy. Okazało się, że zapowiedzi poprawy osiągów nie zostały rzucone na wiatr.

Po obiecujących czasach testów, nadeszło GP Bahrajnu, podczas którego Aston Martin był drugą siłą w stawce. Alonso próbował wmieszać się pomiędzy kierowców Red Bulla. Ostatecznie ukończył je najniższym stopniu podium. Świetny występ zanotował również Lance Stroll, który był szósty.

Wielka waleczność

Do wyścigu w Arabii Saudyjskiej, Alonso wyruszał z pierwszej linii i dzięki znakomitemu startowi objął prowadzenie, które utrzymał przez 3. okrążenia. Metę przekroczył na 3. miejscu, ale nie wystąpił na podium z powodu kary czasowej, która została później anulowana i Hiszpan wrócił na P3. Ten wynik powtórzył również w Australii, a w Azerbejdżanie był czwarty. Wrócił na podium w Miami, a podczas GP Monako realnie mógł walczyć o zwycięstwo w wyścigu. Znakomita seria podiów została zakończona w Kanadzie, gdzie był drugi tak jak w Monako.

Fot. Fernando Alonso (@alo_oficial)/X

Od tego czasu forma zespołu zaczęła spadać, ale kierowca ciągle dawał z siebie wszystko. Alonso swoje wielkie umiejętności pokazał jeszcze w deszczowych warunkach podczas GP Holandii oraz GP Sao Paulo, kiedy zielone bolidy znowu wróciły do ścisłej czołówki. Ostatecznie mimo realnej szansy Hiszpana na tytuł wicemistrzowski we wczesnej fazie sezonu, nie udało się mu się zająć miejsca nawet w TOP3. Dorobek punktowy, którym zrównał się z Charlesem Leclerciem, starczył na utrzymanie czwartej pozycji dzięki lepszemu bilansowi najlepszych pozycji.

Zespół w klasyfikacji konstruktorów ukończył sezon na piątym miejscu, mając 22 punkty mniej od McLarena. Biorąc pod uwagę mizerną na tle Alonso zdobycz wielokrotnie zawodzącego Strolla, można otwarcie stwierdzić, że mogło być lepiej. Bez względu na to jak skończył się dla nich sezon można go uznać na plus.

Oscar Piastri

Kot w worku

Mimo znakomitego CV tegorocznego debiutanta opinie jak poradzi sobie za kierownicą bolidu Formuły 1 były podzielone. Wokół kierowcy było też dużo kontrowersji po tym jak zdradził team, którego był wychowankiem, podpisując kontrakt z McLarenem za ich plecami. Przypomnijmy, że zespół Alpine szykował miejsce dla Piastriego w swoim składzie, ale Australijczyk wolał wybrać zespół z Wooking.

Debiut w Bahrajnie był katastrofalny, co wynikało głównie z formy bolidów. W Arabii Saudyjskiej awansował do Q3, ale w wyścigu znowu poszło im fatalnie, choć jego występ był lepszy od Lando Norrisa. Wytrwałość w chaotycznej domowej rundzie dała mu pierwsze punkty (P8). Następne wyścigi kończył pod koniec punktowanej dziesiątki lub tuż poza nią. Fatalny weekend zaliczył w Austrii, kiedy McLaren otrzymał poprawki mógł w końcu rozwinąć skrzydła i potwierdzić swoje wielkie aspiracje.

Nowe objawienie w świecie F1

W GP Wielkiej Brytanii jedynie wirtualna neutralizacja pozbawiła go podium. W Belgii bliżej dał się poznać światu podczas sprintu, w którym walczył z Maxem Verstappenem o zwycięstwo, choć ostatecznie finiszował drugi. Wypadek Lanca Strolla zepsuł mu kwalifikacje w Singapurze. Za to jazdą w wyścigu mógł pokazać swoje umiejętności. Z 17. pozycji startowej przebił się na siódmą.

Do wyścigu w Japonii zakwalifikował się na drugim miejscu. W wyścigu doszło do zamiany pozycji między kierowcami McLarena, dlatego finiszował na P3. Dzięki temu w swoim 16. starcie w F1 zdobył pierwsze podium. Został pierwszym debiutantem od 2017 roku, który stanął na podium, a także pierwszym od 2014, który dokonał tego w barwach McLarena, kiedy podczas debiutu w F1 swoje jedyne podium zdobył Kevin Magnussen.

GP Kataru może uznać za najlepszy występ w sezonie. Wygrał sprint, a wyścig ukończył na drugim miejscu. Końcówka sezonu była już trochę słabsza dla niego. Ostatecznie ze zdobyczą 97 punktów zajął 9. miejsce. To drugi największy dorobek punktowy debiutanta w historii F1 i najwyższy w obecnym systemie punktacji. Więcej zdobył tylko Lewis Hamilton w sezonie 2007 (109), również jeżdżąc w McLarenie.

Fot. McLaren (@McLarenF1)/X

Williams & Alex Albon

Skazywani na porażkę

W 2022 roku zespół Williamsa był outsiderem. Zajął ostatnią pozycję zdobywając 6 punktów. Dlatego spodziewano się, że nadal będzie zamykał stawkę… nic bardziej mylnego!

Jasnym punktem składu zespołu przez cały sezon był Alex Albon, który pokonał partnera zespołowego w pojedynku kwalifikacyjnym 22-0. Już w Bahrajnie spisał się obiecująco zdobywając punkt. Mocnym tempem wykazywał się również w następnych rundach. W Australii zaprzepaścił szansę na spore punkty rozbijając się.

Punktowanie jednym kierowcą

Kiedy zespół wprowadził poprawki do bolidów, Albon zaskoczył w Kandzie, gdzie był najszybszy w Q2, a w wyścigu utrzymał siódmą pozycję mimo peletonu jaki miał za sobą. Bardzo mocnym weekendem było dla nich GP Wielkiej Brytanii, gdzie w trakcie sesji treningowych zajmowali pozycji nawet do w TOP 3.

Fot. Williams Racing (@WilliamsRacing)/X

Wśród torów, na których spodziewano się, że będą mocni, nie wymieniano Zandvoort, ale to właśnie tam Albon wywalczył najwyższą pozycję startową w sezonie – P4. Wyrównał swoje życiowe wyniki z czasów startów w Red Bullu. Bardzo dobrze spisywali się na Monzy, gdzie pasowała im konfiguracja.

Mimo dalszych zdolności bolidu do uzyskiwania konkurencyjnych czasów, po GP Włoch zapunktowali tylko dwukrotnie, z czego w USA na torze w Austin dwoma bolidami, jedynie dzięki dyskwalifikacjom Lewisa Hamiltona i Charlesa Leclerca. W kwalifikacjach do wyścigu w Las Vegas również sprawili wielką sensację. Ich bolidy wyruszały do wyścigu z trzeciej linii.

Zespół Williams zajął w tym roku 7. miejsce z 28. punktami. Pokonał takie ekipy jak: AlphaTauri, Alfa Romeo i Haas. Szef zespołu James Wowles zdradził, że od dawna skupiają się już tylko na sezonie 2024. To może zwiastować sporą niespodziankę, być może nawet walkę o podia.

Liam Lawson

Szansa od losu

Powiedzieć, że jest niedoceniany, to jak nic nie powiedzieć. Już w seriach juniorskich, a także serii DTM, pokazywał wielki potencjał. Mimo stałego miejsca w akademii juniorskiej Red Bulla, został pominięty w obsadzie bolidów na ten sezon i odesłany do Japonii, gdzie w tym roku został wicemistrzem Super Formuły.

Jedna niefortunna sytuacja sprawiła, że dostał zasłużoną okazję na sprawdzenie się za kierownicą bolidu Formuły 1 w warunkach wyścigowych. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, zwłaszcza, że zadanie z racji braku doświadczenia w swojej maszynie było bardzo utrudnione.

Wskoczył do bolidu w sobotę przed GP Holandii. W kwalifikacjach okazał się najwolniejszy z czasem o ponad sekundę gorszym od przedostatniego Valtteriego Bottasa, co nie było zaskoczeniem. Kluczem postępu okazała się jazda w wyścigu, który odbywał się w strugach deszczu. Najbardziej zapamiętaną rzeczą z jego debiutu w Formule 1 zostało wyprzedzenie Charlesa Leclerca. Do mety dotarł na 14. miejscu, ale kara czasowa dla Tsunody umożliwiła awans na P13.

Ogromne zaskoczenie

Tydzień później na Monzy Lawson zaczął zadziwiać kibiców oraz ekspertów. W kwalifikacjach przegrał z Yukim Tsunodą o 164 tysięczne sekundy. Cała dwójka znalazła się tuż za miejscami premiowanymi awansem do Q3. Dla Japończyka wyścig skończył się na okrążeniu rozgrzewkowym po awarii silnika. Za to Lawson pojechał w nim całkiem dobrze, a nawet bardzo dobrze jak na możliwości bolidu i doświadczenie kierowcy. Ostatecznie zajął 11. miejsce, będąc zawiedziony brakiem punktów.

Singapur był jego najlepszym wyścigiem ze wszystkich dotychczasowych występów. W Q2 uzyskał 10. czas sprawiając ogromną sensację w postaci wyrzucenia Maxa Verstappena z ostatniej części czasówki. Wyścig ułożył się po myśli Nowozelandczyka. Dojechał do mety na 9. miejscu, co wówczas było najlepszym wynikiem zespołu w sezonie. Zdobył wtedy swoje jedyne 2 punkty.

W Japonii był jedenasty w kwalifikacjach i na tej pozycji ukończył wyścig o jedno miejsce wyżej od Tsunody. Plamą na liście tegorocznych wyścigów Lawsona było jedynie GP Kataru. W kwalifikacjach odpadł w Q1, a w wyścigu dojechał na ostatniej pozycji (P17).

Rozczarowania

Sergio Perez

Standard utrzymany

Kierowca Red Bulla rozpoczął sezon w najlepszy możliwy sposób. Jego jedynym rywalem na torze był partner z ekipy – Max Verstappen. W Bahrajnie zajął drugie miejsce, a później dzięki pechowi Holendra wygrał w Arabii Saudyjskiej i Azerbejdżanie. Pomiędzy tymi dwoma rundami zdarzyła mu się pierwsza wpadka. Podczas kwalifikacji do GP Australii wypadł z toru w Q1, co odbiło się również na wysokości zdobyczy punktowej w wyścigu.

Po wyścigu w Miami różnica punktowa między kierowcami Red Bulla była niewielka, co dawało kibicom oraz Meksykaninowi nadzieję na ciekawą walkę o tytuł mistrza świata. Dokładnie wtedy zaczęła się katastrofa Pereza.

W cieniu dominatora

Rozbił bolid w kwalifikacjach w Monako już w Q1. Konfiguracja toru uniemożliwiła zdobycie punktów, w dodatku w wyścigu zdarzyły mu się kolejne drobne błędy. Tydzień później w Hiszpanii nie awansował do trzeciej części kwalifikacji. W Kanadzie ponownie pożegnał się z czasówką już w Q2. Fatalną serię podtrzymał w Austrii, choć tam na wyniku zaważyło regularne przekraczanie limitów toru, przez co skreślono mu kilka czasów.

Fot. Oracle Red Bull Racing (@redbullracing)/X

Również na Silverstone zabrakło Meksykanina w Q3. Fatalną serię przełamał dopiero na Hungaroringu, ale zdołał wywalczyć jedynie pozycję pod koniec pierwszy dziesiątki. W wyścigu udało mu się wrócić na podium. Wtedy wróciła też stabilna forma Pereza, ale do Maxa Verstappena było mu daleko.

Od GP Holandii najwyższą pozycją startową jaką wywalczył było piąte miejsce. Podia również były sporadyczne. Bilans w porównaniu z partnerem zespołowym, który w tym czasie nie wygrał jedynie jednego wyścigu, jednym słowem był tragiczny.

George Russell

Kontynuacja dobrej passy?

Po sezonie 2022 spodziewaliśmy się, że Russell będzie regularnie bił się o pozycje w ścisłej czołówce. W pierwszym sezonie w zespole z Brackley wręcz przyćmił Lewisa Hamiltona.

Tegoroczny sezon nie zaczął się źle dla Russella. W Bahrajnie był szybszy od Hamiltona w kwalifikacjach, ale w wyścigu przegrał z nim o dwie pozycje. W Arabii Saudyjskiej stał na podium, choć jak pamiętamy, stało się to dzięki karze dla Alonso, która została anulowana, przez co Russell ostatecznie był czwarty.

W Australii mógł walczyć o zwycięstwo, ale miał awarię silnika. Słabszy występ zaliczył w Azerbejdżanie. W Miami był czwarty, a w Monako, gdyby nie błąd kierowcy, stanąłby na podium. Pierwsze z dwóch oficjalnych podiów wywalczył w Hiszpanii po starcie z P12. Nie przypuszczano wtedy, że na następne będzie musiał poczekać aż do Abu Zabi.

Bezowocny okres

Zła seria Russella, kiedy zaczął odstawać od partnera zespołowego rozpoczęła się w Kanadzie. Musnął ścianę, co w konsekwencji zakończyło jego jazdę w wyścigu. W następnych rundach uwagę na Brytyjczyka przykuwaliśmy tylko w pojedynczych momentach, które zazwyczaj były związane z incydentami na torze.

W Holandii spadł na koniec stawki w końcówce, choć w tym przypadku winowajcą był Yuki Tsunoda. Dobrym momentem na odkupienie było GP Singapuru. Podium byłoby znakomitym wynikiem, ale popełnił koszmarny błąd rozbijając się na ostatnim okrążeniu. Od tego czasu najlepszym występem poza P3 w Abu Zabi, gdzie pokazywał bardzo dobre tempo w każdej sesji, było GP Kataru. Startował tam z pierwszej linii i ukończył wyścig na czwartym miejscu. Jednym niechlubnym momentem był kontakt z Hamiltonem po starcie, który wyeliminował jego partnera zespołowego z wyścigu.

Zestawiając sezon Russella na tle Hamiltona, wypadł on blado. Zajął 8. miejsce ze 175. punktami przy 234. siedmiokrotnego mistrza świata który był trzeci. Dlatego musiał znaleźć się na tej liście.

Alfa Romeo

Mało widzialni statyści

W tym sezonie do Alfy Romeo na dobre przywykł statut zespołu z końca stawki. Kierowcy regularnie kończyli czasówki w Q1 lub co najwyżej w Q2. W wyścigach również często należeli do statystów. Nadzieję dało im ósme miejsce Bottasa na inaugurację sezonu, ale nie przełożyli tempa wyścigowego na kolejne rundy. Najlepszym wyścigiem dla nich było GP Kataru, kiedy jedyny raz zapunktowali dwoma samochodami. Łącznie zgromadzili 16 oczek i ukończyli sezon na przedostatnim miejscu.

Jeśli chodzi o wizyty w punktowanej dziesiątce, to Bottas miał ich razem cztery. Poza P8 w Bahrajnie i Katarze był dziesiąty w Kanadzie i na Monzy. Zhou gościł w niej trzykrotnie (Australia, Hiszpania, Katar), zawsze będąc dziewiąty. Zespół zgubił perspektywy na powrót do walki ze środkiem stawki. Kierowcy również nie zawsze dawali z siebie 100%, przez co kibice rzadko przykuwali uwagę do czarno-bordowych bolidów.

Fot. Alfa Romeo F1 Team Stake (@alfaromeostake)/X

Haas

Zmarnowany potencjał

Jeśli szukać teamu, który zawiódł bardziej niż Alfa Romeo, to był nim Haas. Zespół sięgnął w tym po roku doświadczonego Nico Hulkenberga. Niemiec potwierdził, że była to słuszna decyzja, jednak zespół nieraz uniemożliwiał mu pokazanie potencjału. Samochody amerykańskiego zespołu nie należały do najwolniejszych względem prędkości na pojedynczym okrążeniu. Kierowcy, zwłaszcza Hulkenberg regularnie potrafili awansować do Q3. Ich problemem było tempo wyścigowe. Szczególnie po startach z wysokich lokat, tonęli w klasyfikacji wyścigu jak kamień w wodzie.

Po pit-stopie okazywało się, że nie mają już szans na jakiś ambitny wynik. Haas mistrzowsko zmarnował sobie sezon. W najbliższym czasie nic nie zapowiada poprawy pod tym względem. Udało im się zdobyć 12 punktów, a najlepszym wynikiem było 7. miejsce Nico Hulkenberga w Australii.

Logan Sargeant

Człowiek zagadka

Mimo, że możliwości Sargeanta były niewiadomą, to i tak można go uznać za rozczarowanie. Amerykanin radził sobie dobrze w seriach juniorskich, ale awans po jednym sezonie w F2 mógł budzić obawy.

W Bahrajnie zaskoczył będąc o włos od awansu do Q2. W wyścigu pojechał bardzo dobrze, kończąc na P12. Najwyżej z debiutantów. Niestety na długo był to jedyny raz, kiedy pokazał się z dobrej strony. Regularnie odstawał od partnera z zespołu i kiedy on walczył o punktowane pozycje, Logan nieraz zamykał stawkę.

Outsider przez duże O

Do całokształtu fatalnego debiutanckiego sezonu trzeba jeszcze dołożyć serię kraks i lądowań na poboczu, co zdarzało mu się często w drugiej połowie sezonu. Na osłodę otrzymał prezent od sędziów podczas domowego wyścigu w Austin, kiedy przesunął się w klasyfikacji na P10 i zdobył jedyny punkt w sezonie. Dostał od zespołu zaufanie w postaci szansy na następny sezon. Teraz musi już w pełni udowodnić, że zasługuje na miejsce w królowej sportów motorowych.

Fot. Logan Sargeant (@LoganSargeant)/X

Nyck de Vries

Skazany na porażkę

Nadzieje co do Holendra były ogromne. Nikt nie spodziewał się, że jego pobyt w zespole AlphaTauri okaże się totalną katastrofą. Już od pierwszych wyścigów odstawał od Yukiego Tsunody. Presja rosła z każdym weekendem. Fatalne okazało się Baku, kiedy rozbił się na ścianie. Za najlepszy z jego dziesięciu weekendów można uznać Monako. Tam zarówno w kwalifikacjach, jak i wyścigu zajął 12. miejsce. Brak poprawy osiągów poskutkował zwolnieniem z zespołu po GP Wielkiej Brytanii o szybkim pożegnaniem się z F1.

Trzeba przyznać otwarcie, że de Vries zawiódł niesamowicie. Jego wcześniejsze osiągnięcia zapowiadały możliwość zostania liderem zespołu AT. Teraz można łapać się za głowę patząc jak to się potoczyło. Nie poznamy odpowiedzi na pytanie, czy odbudowałby się w drugiej połowie sezonu, gdyby pozostał w zespole. Na niekorzyść kierowcy działały również możliwości sprzętowe. AlphaTauri bardzo długo dysponowało słabą maszyną, choć Liam Lawson od razu pokazał, że nie jest to żadną przeszkodą.

Fot. Fernando Alonso (@alo_oficial)/X

Podobne wpisy