Największe zaskoczenia tego sezonu

Po sezonie zawsze przychodzi czas na podsumowania – my na początek chcemy wymienić największe zaskoczenie tego sezonu w królowej motorsportu.

Sezon F1 zakończył się niecałe 2 tygodnie temu i przyniósł nam parę niespodzianek. Zarówno kierowcy jak i zespoły potrafiły mocno zaskoczyć nas w trakcie weekendu wyścigowego. Bywały momenty, gdy w bardzo niespodziewanym momencie zespół jak na jego możliwości zdobywał sporo punktów. Takie niespodzianki nie tylko robiły nam zespoły, ale również kierowcy.

Dlatego też warto docenić – według nas – tą trójkę kierowców, którzy zaskoczyli swoją formą niejednego kibica. W zestawie pojawił się również jeden zespół, który zaliczył udany sezon i zrobił duży postęp w porównaniu do zeszłego roku.

George Russell

Od początku jego kariery mówiono o nim, że jest to kierowca o niebywałym talencie. W tym roku zadebiutował w Mercedesie, w którym poradził sobie świetnie. Poza wyścigiem w Singapurze, Japonii i Wielkiej Brytanii (gdzie z powodu kolizji nie ukończył wyścigu) wszystkie wyścigi kończył w TOP5. W tym sezonie zdobył Pole Position, 8 podiów i wygrał wyścig w Brazylii. Wszystko złożyło się na 4 miejsce w klasyfikacji generalnej z przewagą 35 punktów nad jego kolegą z zespołu – Lewisem Hamiltonem.

Patrząc na jego talent wiadome było, że będzie odgrywać ważną rolę w tym sezonie, jednak mało kto się spodziewał takich wyników. Warto pamiętać, że dopiero pod koniec sezonu Mercedes był na poziomie Ferrari i Red Bulla, a pierwsze podia George zdobywał w odstającym bolidzie.

Tym sezonem George tylko potwierdził, że jest znakomitym kierowcą. Jeszcze niedawno jeździł w Williamsie, nie dając jakichkolwiek argumentów swoim kolegą z zespołu. Nieraz zaskakiwał w tym zespole jak np. zdobywając 2 miejsce w kwalifikacjach i ostatecznie również w „wyścigu” w Belgii rok temu. Russell z pewnością będzie walczył o mistrzostwo w dalszej części swojej kariery… może za rok?

Photo: uk.sports.yahoo.com

Fernando Alonso

Nando pomimo swojego wieku nie zatrzymuje się. Gdy ogłoszono, że wraca do F1, wiele osób uważało, że nie skończy się to dobrze. Oczekiwano, że będzie to wszystko wyglądać jak początek poprzedniego sezonu. Jednak Hiszpan w tym sezonie wrzucił kolejny bieg. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że Fernando to bezapelacyjnie „the best of the rest”.

Były momenty, gdy walczył z lepszymi bolidami jak równy z równym, w Kanadzie zakwalifikował się na 2 pozycji. Sezon skończył na 9 miejscu w klasyfikacji generalnej, jednak wiele punktów stracił z powodu złych strategii lub awarii. Gdyby nie to skończyłby wyżej w klasyfikacji.

Fernando zdecydował, że czas na zmianę środowiska i podjął decyzję, że przejmie fotel Sebastiana Vettela w Astonie Martinie. Ten sezon dla niego był na prawdę ciężkim, a współpraca z Estebanem Oconem nie należała do najłatwiejszych. W przyszłym roku czeka go walka z Lancem Strollem, która również nie będzie należała do łatwych, jeśli mowa o współpracy.

Photo: Alpine

Kevin Magnussen

Kevin w dość niecodziennych warunkach pojawił się w tegorocznej stawce. Przez wybuch wojny Nikita Mazepin został zwolniony z Haasa, a zastąpiono go Kevinem. Wszystko zaledwie tydzień przed startem sezonu. Mały czas na przygotowanie nie był problemem dla Duńczyka, ponieważ Kevin w kwalifikacjach zajął 7 miejsce, a w wyścigu dojechał na 5 miejscu.

Kevin Magnussen zapisał się również na kartach historii tego sportu w tym sezonie – po raz pierwszy w swojej karierze zdobył pole position. Wszystko miało miejsce w kwalifikacjach do sprintu w Brazylii, gdzie warunki intensywnie się zmieniały. Wszystko potoczyło się na korzyść Magnussena, który jeszcze na suchym torze wywalczył pierwsze miejsce przed czerwoną flagą i nikt już nie zdołał przebić tego wyniku.

Punktował jeszcze w Arabii Saudyjskiej, Imolii, Wielkiej Brytanii, Austrii i USA, zdobywając łącznie 25 punktów kończąc sezon na 13 pozycji. Biorąc pod uwagę roczną przerwę od ścigania jest to spora niespodzianka, a w dodatku Haas miał tragiczne 2 ostatnie sezony. To również specjalny moment dla całej ekipy.

Photo: Motorsport

Haas

Nie tylko kierowcy tworzyli nam niespodzianki w tym roku, ale również zespoły. Zanim sezon się zaczął mogło się wydawać, że to będzie kolejny stracony sezon dla nich. Przez wydarzenia w Ukrainie postanowiono zwolnić Nikitę Mazepina i kosztem tego stracili głównego sponsora. Tydzień przed startem sezonu udało się zatrudnić Kevina Magnussena, który jak wiadomo nie jeździł dużo w zeszłym roku.

Amerykańska ekipa pomimo 2 bardzo słabych lat, w tym sezonie potrafili walczyć z środkiem stawki. Zdobyli 37 punktów dzięki czemu skończyli sezon na 8 miejscu w klasyfikacji konstruktorów. Biorąc pod uwagę wydarzenia przed sezonem i poprzednie lata, Haas był ogromną niespodzianką w tym roku.

Photo: Haas

Photo: Planet F1

Podobne wpisy