Paranoja F1 w świetle GP Arabii Saudyjskiej

W ten weekend kierowcy ścigają się w Arabii Saudyjskiej, ale ten fakt przyćmiło wiele politycznych kontrowersji F1.

Druga runda F1 odbywa się w Arabii Saudyjskiej w mieście Jeddah. Jest to dopiero drugi wyścig na nowo zbudowanym torze w zeszłym roku. Inauguracja odbyła się w ramach przedostatniego weekendu sezonu 2021. Wyścig wygrał Lewis Hamilton. Jest to drugi pod względem długości tor w kalendarzu Formuły 1.

Atak rakietowy w pobliżu toru, ale jedziemy dalej

W moim pierwszym wpisie, który ma mieć charakterystykę felietonu, chcę poruszyć kontrowersje związane z samą Arabią Saudyjską. Największą z nich jest z pewnością sytuacja z piątku. W okolicach godziny 16 świat F1 obiegła informacja o ataku rakietowym na fabrykę Aramco w mieście Jeddah. Jest to 10/15 km od toru Jeddah Corniche Circuit, a dym unoszący się z palącego budynku było widać z toru. Max Verstappen zgłaszał nawet, że czuję zapach spalenizny. Być może chodziło właśnie o zapach wynikający z pożaru w fabryce i płonących zbiorników ropy.

Twitt powyżej głośno zabrzmiał w całym świecie F1, a kibice zaczęli się martwić o bezpieczeństwo wszystkich na torze. Jak wiemy na Bliskim Wschodzie już bardzo długo trwa wojna, o której niestety w Europie się nie mówi. To pierwsza przykra sprawa, że w dzisiejszym świecie dopiero dzięki GP Arabii Saudyjskiej, ludzie przypomnieli sobie, że na świecie trwa wojna w różnych miejscach. Gdyby nie GP, to żadne media nie napisały by o ataku na Aramco. Oczywiście, trwa obecnie wojna na Ukrainie i to jest gorący temat, ale dlaczego wcześniej nie wspominaliśmy o wojnie na bliskim wschodzie? Że tam też giną niewinni ludzie, dzieci. A nie, przecież w tym czasie był Covid…

Może zostawmy lepiej tematy polityczne na bok, a zauważmy ważną kwestię. Jeżeli pomyślałbyś, że wokół stadionu, hali czy toru dochodzi do ataków wojennych, to od razu myślisz, że nie ma mowy o żadnym sporcie. Choćby krykiet na asfalcie, nie ma prawa nic się odbyć. Jest to po prostu niebezpieczne i aż nielogiczne, bo w czasie, kiedy ty grasz, ścigasz się, może spaść rakieta i zabić tysiące ludzi tuż obok Ciebie.

I podobne podejście mieli kierowcy. Zebrali się w późny piątkowy wieczór i ich spotkanie trwało do ponad pierwszej w nocy. Dyskutowali oni nt. ich bezpieczeństwa w mieście Jeddah i na torze, a niektórzy z nich mieli nie czuć się bezpiecznie. Zastanawiano się nad bojkotem GP Arabii Saudyjskiej i w pewnym momencie spotkania, kierowcy byli ze sobą zgodni – nie będą się ścigać. Do ich rozmowy często dołączali Stefano Domenicali i Ross Brawn, ale ostatecznie zawodników przekonali szefowie zespołów. To oni po ponad 4h spotkania kierowców przekonali do dokończenia weekendu. Nie wiadomo jakimi chwytami to zrobiono, ale fakty są takie, że w niedzielę o 19 kierowcy wystartują.

“NO WAR” tylko, kiedy nie przeszkadza to interesom?

F1 drivers speak out against war in Ukraine | RacingNews365
Photo: RacingNews365

Wiemy bardzo dobrze co dzieje się u naszych sąsiadów, a cały świat trzyma kciuki za Ukrainę. Standardowo do akcji krytykujących działania wojenne Rosji przyłączył się świat sportu. F1 również potępia wojnę na Ukrainie i wsparła akcję “NO WAR” podczas GP Bahrajnu. Tydzień później cyrk F1 zawitał w Arabii Saudyjskiej i nastąpił atak rakietowy na fabrykę Aramco, co opisywałem wyżej. Są to działania związane z wojną na Bliskim Wschodzie, która trwa już bardzo długo.

Dlaczego więc, jeżeli F1 sprzeciwia się aktom wojny i wszelkim działaniom wojennym, jedzie dalej w Arabii Saudyjskiej? Dlaczego nie potępiamy wojny na Bliskim Wschodzie – bo nie jest to teraz modne, na topie, nie łączy się z interesami i ogromnymi pieniędzmi z tym związanych? Chyba, że tylko sprzeciwiamy się wojnie na Ukrainie, bo tak też mogą się tłumaczyć władze F1. Tydzień wcześniej większość kierowców stanęła do zdjęcia z plakatem “NO WAR”, ubranych w piękne koszulki z tym samym przesłaniem.

Oczywiście nie mam żadnych pretensji do kierowców, bo oni robili co mogli, ale nacisk był na tyle duży, że musieli odpuścić. Po prostu muszą pojechać w GP Arabii Saudyjskiej. Ale oczywiście mam pretensję do F1 i Liberty Media i wszystkich zarządzających tym sportem. Jeżeli sprzeciwiamy się wojnie i zabijaniu ludzi, to róbmy to uczciwie, a nie według swoich dóbr biznesowych. Bo niestety wchodzimy już w pełną hipokryzję i głupotę.

Photo: F1i.com