||

Recenzja książki – “Niki Lauda. Do piekła i z powrotem”

“Niki Lauda. Do piekła i z powrotem” jest drugą książką, jaką zrecenzowaliśmy dla Was na naszej stronie. Zapraszamy do czytania!

Niki Lauda to legenda motorsportu. Jego postać jest znana każdemu kibicowi F1 i każdemu zagorzałemu widzowi świata motorsportu. Austriak znajduje się w gronie najbardziej znanych osób pochodzących z jego kraju. Nic więc dziwnego, że jego historia nadal jest chętnie pokazywana i opisywana przez światowe media i światowe wytwórnie. W 2023 roku, 4 lata po śmierci Nikiego Laudy, Herbert Völker opublikował biografię tego kierowcy.

(…) Wróć­my jed­nak do je­sie­ni 1973 roku. Gdy Fer­ra­ri za­py­tał mnie, co myślę o sa­mo­cho­dzie, od­par­łem wprost, że to po prostu katastrofa. Piero natychmiast przerwał:

– Nie możesz tak powiedzieć.

Niki Lauda, Do piekła i z powrotem” to już druga książka, jaka pojawiła się, również na polskim rynku wydawniczym, o nieżyjącym już niestety austriackim kierowcy wyścigowym – Nikim Laudzie. Oprócz książek mamy jeszcze film z prześwietnym Danielem Brühlem w roli Laudy oraz z Chrisem Hemsworthem w roli Jamesa Hunta o nazwie Wyścig. Także jest w czym wybierać, jeżeli ktoś chciałby dopiero poznać historię Nikiego Laudy albo po prostu dowiedzieć się, być może, czegoś nowego o czym wcześniej nie wiedział.

W recenzji “Niki Lauda. Do piekła i z powrotem”:

O samej książce

Czy to, że mimo minięcia już trochę lat od śmierci Laudy, wciąż legenda o nim jest żywa mnie dziwi? Nie, ponieważ historia Nikiego nie jest historią na jedną książkę czy film. Podobnie jak historia Kubicy, gdzie potencjał jego powrotu uważam, że nie został medialnie wykorzystany, ale to już rozmowa na inny czas. Tutaj skupmy się na Laudzie.

“Do piekła i z powrotem” jest zaktualizowaną autobiografią. Pierwszy raz ta książka swoją premierę miała w 1986 roku. Po jego śmierci procesu jej odświeżenia podjął się Herbert Völker, korespondent The Timesa. Jak sam napisał w książce:

Po­sta­no­wi­łem, że sku­pię się na hi­sto­riach, zda­rze­niach, a nawet aneg­do­tach, które w moim od­czu­ciu cho­dzi­ły­by po gło­wie Ni­kie­mu. In­ny­mi słowy bę­dzie to pół au­to­bio­gra­fia, pół por­tret czło­wie­ka kry­ją­ce­go się za maską z blizn – maską, która po Nürbur­grin­gu stała się jego cechą roz­po­znaw­czą.

Pojawiają się oczywiste elementy, które, mam wrażenie, że są w każdej pozycji poświęconej Laudzie (nie ważne czy to film czy książka). Mowa m.in. o: wypadku na torze Nürburgring w 1976 i powrocie po zaledwie 42 dniach, jeździe w Ferrari czy w McLarenie, wzięciu kredytu by móc jeździć w wyścigach. Oczywiście jest wątek o przegraniu o jeden punkt mistrzostwa z Jamesa Huntem (chociaż dostrzegam, że akurat o rywalizacji z playboyem F1 i ostatecznie wygranym pojedynku o mistrzowski tytuł w 1976 roku mamy mniej poświęconego czasu niż chociażby w książce “Niki Lauda. Naznaczony”. Maurice’a Hamiltona. Podobnie, jeżeli chodzi o rywalizacje z Prostem).

Mamy mniej znane wcześniej wątki

Oprócz tych elementów znajdziemy też w tej książce – według mnie – mniej znane anegdoty. Jak chociażby o tym, że wcale wyścigi nie były oczywistym wyborem życiowej drogi Laudy. Ba pracując w warsztacie samochodowym miał wręcz dwie lewe ręce do napraw:

Któ­re­goś dnia po­de­ner­wo­wa­ny biz­nes­men przy­pro­wa­dził swoje Volvo. Była do­pie­ro siód­ma rano, a on pro­sił o szyb­ką wy­mia­nę oleju, bo był umó­wio­ny na ósmą i po­trze­bo­wał sa­mo­cho­du. Zda­niem mo­je­go kie­row­ni­ka Lauda nada­wał się wy­łącz­nie do tego, by zmie­niać olej w sa­mo­cho­dach. Za­bra­łem auto na niż­szą kon­dy­gna­cję i wje­cha­łem na kanał. Zsze­dłem i za­czą­łem si­ło­wać się z kor­kiem spu­sto­wym. Nie­ste­ty, krę­ci­łem za mocno w nie­wła­ści­wym kie­run­ku i prze­krę­ci­łem gwint.

Niki Lauda był również prowodyrem udanego protestu wobec kontrowersyjnej klauzuli, która miała blokować zmianę zespołu, ponieważ superlicencja nie była przypisana wyłącznie do kierowcy, a również do zespołu, w którym jeździł. W efekcie kierowca byłby związany z dawnym zespołem na wiele lat. Tak o tej klauzurze wypowiadał się Lauda:

Naj­wy­raź­niej jako je­dy­ny zda­wa­łem sobie spra­wę, że zna­leź­li­śmy się o krok od peł­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia sze­fom na­szych ze­spo­łów. Je­że­li su­per­li­cen­cja obo­wią­zy­wa­ła wy­łącz­nie Ni­kie­go Laudę w McLa­re­nie, to gdy­bym w na­stęp­nym se­zo­nie chciał jeź­dzić na przy­kład w Fer­ra­ri, był­bym zdany na łaskę i nie­ła­skę osób trze­cich. Już sobie wy­obra­ża­łem kwoty trans­fe­rów, kwoty od­stęp­ne­go i takie same cyrki jak w piłce noż­nej. Byłby to praw­dzi­wy raj dla Ec­c­le­sto­ne’ów tego świa­ta, któ­rzy mo­gli­by w pełni wy­ko­rzy­stać swoje szcze­gól­ne ta­len­ty. Ze­spo­ły do­ga­dy­wa­ły­by się ponad na­szy­mi gło­wa­mi, a my jak głup­cy cze­ka­li­by­śmy na ja­kieś ochła­py.

Bojkot pod wodzą Laudy wyglądał tak, że podczas pierwszego treningu do GP Południowej Afryki, który był inauguracyjną rundą sezonu 1982 żaden z kierowców nie wyjechał na tor. Za to przed bramą padoku pojawił się… autobus. Jego kierowcą był Pironi, a obok niego znajdował się…. Niki. Wraz z pozostałą resztą kierowców wyruszyli oni do hotelu w Johannesburgu, gdzie jak gdyby nic wypoczywali między innymi nad basenem czy grali na fortepianie tak akurat stres odreagowywał Villeneuve z de Angelisem), czekając na rozwój sytuacji. Mimo, że za tą rewoltę groziła im dożywotnia dyskwalifikacja. Ostatecznie udało się dogadać z FIA i kontrowersyjna klauzula, która miała wiązać na stałe danego kierowcę z konkretnym zespołem nie weszła w życie.

Fot. Formula 1 (@F1)/X

Jest to jedna z ciekawszych anegdot, w której mimo wyczuwalnej powagi sytuacji można było się pośmiać. Szczególnie z tego, że protestujący kierowcy byli umieszczeni w jednym pokoju, a klucz do łazienki tylko… jeden.

Z książki dowiemy się także, że to dzięki uporowi Laudy firma Boeing zmodyfikowała wadliwy system zaworowy, który doprowadził do katastrofy jednego z samolotów linii Lauda Air, w której to zginęło 213 osób.

Podsumowanie

Która książka podobała mi się bardziej? Czy ta nowo-stara czy “Naznaczony”, Hamiltona? Hm… Po dłuższym namyślę uważam, że jednak “Do piekła i z powrotem”. W “Naznaczonym” było dużo opisów wyścigów i czytelnik był zarzucany dużo ilością technicznych elementów. W tej pozycji natomiast, jak to na autobiografie przystało, mamy osobiste przemyślenia Laudy na temat danego momentu czy sytuacji: czemu się zachował tak, a nie inaczej.

Miejsce, gdzie możecie kupić książkę u Wydawcy SQN TUTAJ.

Fot. Na Czterech Kołach

Podobne wpisy