Redakcja ocenia- najlepsi i najgorsi w GP Emilii-Romanii

4 runda już za nami, więc standardowo w wtorek po weekendzie, czas na wypowiedzi redakcji i ich oceny. Kto był najlepszy, a kto najgorszy?

A.T.

Najlepszy zespół

Red Bull – tym razem wszystko zagrało idealnie pod każdym względem. Znakomita postawa kierowców przez cały weekend a także osiągi maszyny, w której udało się w końcu wyeliminować niezawodność. Ekipa z Milton Keynes doczekała się dubletu pierwszy raz od 2030 dni, czyli GP Malezji 2016. Oprócz znakomitej dyspozycji sportowej, pochwały należą się mechanikom, którzy po raz kolejny wykonali najszybsze Pit-Stopy.

Najgorszy zespół

Alpha Tauri – gdyby ciągle stawiać tutaj Williamsa z automatu, bo mają najgorszy bolid, to takie podsumowania nie miałyby sensu. Warto spojrzeć na inne czynniki typu rozwój samochodu, postępy itp. W tym przypadku Alpha Tauri dla których to był domowy wyścig, w kwalifikacjach i sprincie pokazała się z fatalnej strony. Zwłaszcza kiedy popatrzymy na poprzedni rok jak lider ekipy Pierre Gasly potrafił co wyścig zdobywać solidne punkty i walczyć z zespołami z półki “Best of the rest” jak równy z równym. Choć w wyścigu było dużo lepiej, szczególnie w wykonaniu Yukiego Tsunody, to możliwości bolidu Gaslyego, który nie był w stanie wyprzedzić Alexa Albona z Williamsa, są porażką zespołu.

Najlepsi kierowcy

Lando Norris – 22-latek po raz kolejny pokazał jak utalentowanym jest kierowcą. Mimo wpadki w Q3, to rezultat jaki osiągnął jest niesamowity. W sprincie ulegnięcie Perezowi i Sainzowi, którzy mają do dyspozycji najlepsze narzędzia i muszą grać na rzecz liderów swoich ekip, też nie było żadną tragedią. A jazda w wyścigu w tym nawet dwukrotne wyprzedzenie lidera klasyfikacji MŚ, Charlesa Leclerca i zdobycie podium, które sprezentował mu właśnie Monakijczyk sprawia, że Norrisem można zachwycać się godzinami. Pamiętajmy, że rok temu też był 3 w deszczowych warunkach, więc nie był to jego pierwszy znakomity występ na Imoli.

George Russell – jak widzimy, narzędzia jakimi dysponuje, pozostawiają wiele do życzenia. A mimo tego po raz kolejny odstawił swojego partnera zespołowego, Lewisa Hamiltona. Był sporo szybszy od niego przez cały weekend łącznie z sesjami treningowymi. Przed wyścigiem, do którego startował z P11 myślałem, że będzie w stanie awansować o kilka pozycji i zdobyć pojedyncze punkty, ale 4 miejsce w tej sytuacji jest znakomitym wynikiem. Ponadto w końcówce wyścigu obronił się przed siedzącym mu na ogonie Valtterim Bottasem, którego jak wiemy miejsce zajął. A Fin, który poszedł do słabszego zespołu, ma w tej chwili lepszy bolid do dyspozycji niż oni.

Yuki Tsunoda – szczerze to po jego wyczynach w Australii nie spodziewałem się go tutaj. Przez cały weekend był szybszy od Pierra Gaslyego, który ma renomę. W sprincie pojechał rozsądnie. Pozycja zajmowana po kilku okrążeniach już była sukcesem, a poprawienie jej znakomitymi manewrami wyprzedzania tylko podniosło jego ocenę. Szczególnie że Gasly nie był w stanie poradzić sobie z Albonem. Dodam jeszcze jako ciekawostkę, że to jego pierwszy weekend w tym roku, kiedy nie dostał reprymendy.

Lando Norris po GP Emilii-Romanii
Photo: McLaren F1/Twitter

Najgorsi kierowcy

Mick Schumacher – myślę, że pełna zgoda. O ile obecność w F1 Strolla, Latifiego i w przeszłości Mazepina jest od dawna kwestionowana, to takimi występami do tego grona mógłby dołączyć Mick. Ewidentnie odstaje od swojego partnera Kevina Magnussena, a w dodatku jazda w wyścigu po mokrym torze była pełna błędów. W dodatku jeszcze przed popełnieniem kosztownego błędu, przez który dojechał do mety jako ostatni, to już wtedy nie miał dobrego tempa i jechał w ogonie.

Lewis Hamilton – statystyka została podtrzymana. Jak widać w tym roku to grono zawsze musi wypełnić któryś z wielokrotnych MŚ. Może dla niektórych kibiców ponowna obecność Hamiltona tutaj to tragedia. Trzeba pamiętać, że ma fatalny bolid, którym nie da się już jak powiedział Mikołaj Sokół: “Jedną ręką z zamkniętymi oczami objechać połowy stawki”. Ale jak widać 24-letni George Russell, który dopiero co przyszedł do zespołu, regularnie pokazuje, że da się tym zdobyć solidne punkty. Różnica wewnątrz kierowców zespołu była ogromna, w dodatku Lewis przez 40 okrążeń męczył się za Pierrem Gaslym. Po raz pierwszy od GP Meksyku w 2017 roku minął metę będąc zdublowany, wtedy przebijał się z końca po kontakcie z Vettelem i dojechał do mety na P9.

Carlos Sainz – ciężko było wytypować trzeciego kierowcę do tego zestawienia. Wahałem się między nim i Danielem Ricciardo, który przyczynił się do szybkiego DNF-u Hiszpana, a konsekwencją był spadek na koniec i brak możliwości walki o cokolwiek. Ale Sainz w kwalifikacjach po raz kolejny rozbił bolid. Poziom nie tylko jazdy, ale opanowania maszyny, kiedy w tym roku w grę wchodzi najwyższy cel powinien być wyższy. W wyścigu jest oczywiste, że nie mógł nic zrobić, ale gdyby startował z TOP 3 do sprintu i ukończył go na podium, to mógłby ominąć zamieszanie na pierwszym okrążeniu.

Mick Schumacher
Photo: Haas/Twitter

M.T

Najlepszy zespół

Red Bull – jak poprzednie weekendy wyścigowe mogliśmy chwalić Ferrari, tak tym razem na pochwały zasługuje Red Bull. Czerwone Byki były bezkonkurencyjne w ten weekend. Od piątku wszystko szło im po myśli, nie mieli żadnych problemów. Bardzo dużo punktów zdobytych i odrobionych do Ferrari i rzecz najważniejsza to dublet w wyścigu. Ostatnie takie osiągnięcie mieli podczas wyścigu w Malezji w 2016 roku. Po prostu weekend idealny.

Najgorszy zespół

Mercedes – ciężko było mi wybrać najgorszy zespół. Jednak po przemyśleniach wydaje mi się, że to właśnie Mercedes zasługuje na minus podczas tego weekendu. Kwalifikacje bardzo słabe w wykonaniu obydwu kierowców. Ostatni raz, kiedy obydwaj kierowcy tego zespołu nie awansowali do Q3, było to w 2012 roku podczas GP Japonii. Po piątku i sobocie Mercedes mógł być niezadowolony. W niedzielę podczas wyścigu Hamilton miał straszne problemy, aby wyprzedzić Gaslyego i męczył się za nim aż do samej końcówki. Na plus zasługuje tylko Russell, który wykorzystał w 100% nadarzające się sytuacje. Pozycja Mercedesa nie wygląda najlepiej i muszą jak najszybciej znaleźć problemy i poprawić swój bolid.

Najlepsi kierowcy

Max Verstappen – Max zasłużył na wyróżnienie. Był to bezbłędny weekend w jego wykonaniu. Zdobycie Pole Position podczas kwalifikacji, wygranie sprintu i wyścigu. Dodatkowo jeszcze punkt za najszybsze okrążenie. Holendrowi wszystko się ułożyło i zdobył maksymalną ilość punktów możliwych do zdobycia podczas weekendu.

Lando Norris – Lando kolejny raz udowadnia, że jest kierowcą wybitnym. Podczas kwalifikacji udało mu się zdobyć 3 miejsce. W sprincie dał się wyprzedzić tylko Perezowi i Sainzowi, ale patrząc na to jakimi dysponują oni bolidami to nie było to nic dziwnego. W wyścigu zaliczył fantastyczny start i dobra jazda pozwoliła Anglikowi na zdobycie podium. Lando w ten weekend znowu wycisnął z bolidu maksimum.

George Russell – był to bardzo udany weekend dla Georga, mimo tego jakim bolidem musi jeździć. Jak widać kilka lat jeżdżenia Williamsem nie poszły na marne. Anglik wycisnął 110% ze swojego bolidu. Patrząc na to, gdzie znalazł się Hamilton, jest to wynik ponad stan. 4 miejsce przed wyścigiem, podejrzewam, że George brałby w ciemno.

Max Verstappen zadowolony po wygraniu GP Emilii-Romanii
Photo: Red Bull F1/Twitter

Najgorsi kierowcy

Lewis Hamilton – patrząc na Hamiltona w tym sezonie, można się zastanawiać – gdzie jest ten 7-krotny mistrz świata. Jeżdżąc nawet słabszym bolidem to powinien jednak swoim doświadczeniem coś pokazać. Na obecny moment, wygląda to tak, jakby Hamilton te tytuły zdobył dzięki maszynie. George, który jest kierowcą młodszym i ciągle się uczy, potrafi tym słabym Mercedesem wyciągać fantastyczne pozycje, a Hamilton gdzie jest? Bardzo daleko z tyłu. Przez 40 okrążeń, Anglik nie mógł poradzić sobie z Pierrem Gaslym. Ten sezon dla Hamiltona jest bardzo słaby i mimo, że jeździ teraz słabszym bolidem to nie pokazuje ani trochę, że jest kilkukrotnym mistrzem świata.

Charles Leclerc – wszyscy się pewnie zdziwią, dlaczego umieściłem tutaj Charlesa. Od piątku wyglądał nieźle za kierownicą, udane kwalifikacje skończone na drugim miejscu, następnie sprint, w którym wyprzedził Maxa na starcie i bardzo długo utrzymywał się na pierwszej pozycji, ale ostatecznie zakończył je na drugim miejscu. W wyścigu też wszystko układało się dobrze, jechał na trzecim miejscu, aż do pewnego okrążenia… Przez swój błąd wjeżdżając za bardzo na tarki, jego bolid podskoczył i go obróciło. Charles chciał powalczyć o drugą pozycję, ale według mnie nie miał on szans i zamiast zakończyć wyścig na najniższym stopniu podium to przez swój błąd skończył dopiero na 6 miejscu. Co, jeśli te trzy stracone pozycje będą go kosztować nie zdobyciem mistrzostwa? Wszystko jest możliwe. Zamiast jechać na spokojnie i dowieźć dobry wynik to Charles się napalił, aby wyprzedzić Checo. Czasami jednak lepiej odpuścić. Jak na kierowcę, który chce walczyć o mistrzostwo, takie błędy nie przystają, dlatego Charles tym razem na minus w mojej opinii.

Mick Schumacher – mimo takiego nazwiska, Mick nie pokazuje na obecny moment nic spektakularnego. Bolid Haasa w tym sezonie jest naprawdę dobry i wystarczy popatrzyć na wyniki Magnussena. Niemiec powinien w każdym wyścigu bić się o TOP10, a gdzie jest Mick to każdy widzi. Jak tamten sezon mógł uznać za udany, ponieważ jego partnerem był Mazepin, a przez bolid mógł tylko z nim rywalizować, wydawało się, że Schumacher coś pokaże. To się jednak nie dzieje. Na obecny moment, Mick jest słabym kierowcą i gdyby nie sponsorzy i jego nazwisko to prawdopodobnie nie oglądalibyśmy go w F1. Ten wyścig dobitnie pokazał, jaki jest poziom niemieckiego kierowcy, a jego zespołowego partnera. Schumacher musi się jak najszybciej poprawić.

Charles Leclerc
Photo: Ferrari F1/Twitter

K.K

Najlepszy zespół

Red Bull – tego weekendu zespół Red Bulla nie zaczął jakoś nad wyraz wyjątkowo. Nie można jednak powiedzieć, że było źle. Treningi w wykonaniu Sergio Pereza i Maxa Verstappena były po prostu poprawne. Jednak Red Bull to nie zespół, który łatwo się poddaje. W kwalifikacjach świetnym tempem popisał się Holender, który zameldował się na pole position do sobotniego sprintu, natomiast Sergio Perez był dopiero siódmy. W sobotę jednak obydwaj kierowcy pokazali klasę. Max Verstappen ponownie zwyciężył wyprzedzając drugiego Charlesa Leclerca, a Sergio Perez przekroczył linie mety jako trzeci. Prawdziwą dominację Red Bull Racing pokazał jednak dopiero podczas niedzielnego wyścigu. Już na samym początku aktualny mistrz świata odjechał rywalom i do samej mety przewodził stawce, notując przy tym najszybsze okrążenie. Fenomenalnie spisał się także Sergio Perez, który ukończył wyścig na drugim miejscu. Mówiąc w skrócie Red Bull zdominował wyścig o Grand Prix Emilii-Romani. Zasłużony dublet.

Najgorszy zespół

Williams – ciężko było wybrać najgorszy zespół tego weekendu, gdyż w każdym z zespołów przynajmniej jeden z kierowców miał momenty, w których nieźle się prezentował. Mimo tego uznałem, że na ten niechlubny tytuł tym razem najbardziej zasłużył Williams. Obydwaj kierowcy zawalili zarówno kwalifikacje, sprint i pierwszy trening. Honor zespołu choć w niewielkim stopniu uratował Alex Albon, który drugi trening, jak i sam wyścig zakończył na jedenastym miejscu.

Najlepsi kierowcy

Max Verstappen – chyba nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że na tytuł najlepszego kierowcy weekendu zasłużył zwycięzca kwalifikacji, sprintu i wyścigu, czyli Max Verstappen. Wszyscy kibice Red Bulla zapewne drżeli ze strachu przed weekendem wyścigowym, mając z tyłu głów problemy z niezawodnością bolidów byków. Jednak świetne tempo w kwalifikacjach i sprincie dodało trochę nadziei kibicom. Max nie zawiódł i zwyciężył Grand Prix Emilli-Romanii, nadając przy tym tempo z jakim nie mógł mierzyć się nawet Charles Leclerca w swoim fenomenalnym Ferrari.

Charles Leclerc – Monakijczyk po raz kolejny w tym sezonie potwierdził, że świetnie czuje się za sterami swojego Ferrari. Świadczą o tym jego wyniki z treningów, kwalifikacji i sprintu, podczas których Leclerc utrzymywał się w ścisłej czołówce. Świetną jazdą kierowca Ferrari popisał się również w niedziele jednak mały błąd pod koniec wyścigu pozbawił go ostatecznie miejsca na podium. Nie zmienia to jednak faktu, że Charles Leclerc po raz kolejny udowodnił, że w tym sezonie jeździ w innej lidze.

Sergio Perez – Checo. Na nim można polegać i udowodnił to nie po raz pierwszy. Kierowca z Meksyku zaliczył świetny wyścig, meldując się na mecie jako drugi tuż za swoim partnerem z zespołu. Sergio mimo tego, że przegrał z Maxem wyraźną różnicą czasową, to i tak prezentował niewiarygodne tempo. O jego świetnej jeździe świadczyło to, że potrafił on jechać przed kierowcą Ferrari z przewagą ponad dwóch sekund. Meksykanin zaprezentował także świetną formę w sprincie. Przypomnijmy, że w sobotę zajął on trzecie miejsce.

Sergio Perez zadowolony po zdobyciu drugiego miejsca w GP Emilii-Romanii
Photo: Formula 1/Twitter

Najgorsi kierowcy

Lewis Hamilton – tak jest, nie przewidziało się Wam. Moim zdaniem Brytyjczyk był jednym z najgorszych kierowców podczas weekendu we Włoszech. Świadczą o tym fatalne wyniki w kwalifikacjach, sprincie jak i samym wyścigu. Były to kolejno trzynaste, czternaste i trzynaste miejsce. Dodatkowym powodem, dlaczego umieściłem Hamiltona na tej liście jest fakt, że przez cały wyścig nie mógł on poradzić sobie z kierowcą AlphaTauri i kierowcą Williamsa. Wynik siedmiokrotnego mistrza świata może być dla niego o tyle, bardziej upokarzający, że jego zespołowy kolega podczas wyścigu zajął czwarte miejsce.

Nicholas Latifi – nie jest to po prostu słaby weekend w wykonaniu Kanadyjczyka. Jest to okropny początek sezonu dla Kanadyjczyka. Już od pierwszego wyścigu widać, że Latifi nie potrafi uzyskać dobrego tempa w swoim samochodzie, co skutkuje zazwyczaj miejscami na szarym końcu. Do tej pory Nicholas 3 razy zameldował się na szesnastym miejscu, a raz nie ukończył wyścigu. Sytuacja Kanadyjczyka nie wygląda dobrze i nie zapowiada się, żeby coś miało się poprawić.

Zhou Guanyu – Młody Chińczyk nie zaliczy tego weekendu do udanych. Kierowca Alfy Romeo zanotował najgorszy przejazd w tym sezonie, kończąc wyścig ostatecznie na 15 miejscu. O tym, że Zhou nie będzie walczył o dobrą pozycje podczas wyścigu świadczyły kwalifikacje, sprint i pierwszy trening. Podczas tych przejazdów Chińczyk zajmował miejsca w połowie lub pod koniec drugiej dziesiątki. Pocieszeniem dla debiutanta może być to, że drugi trening zakończył na 10 pozycji.

Zhou Guanyu
Photo: Alfa Romeo F1/Twitter

B.S

Najlepszy zespół

Red Bull – pierwszy dublet od 2016 r. i GP Malezji. Po raz pierwszy w tym sezonie to RBR był zdecydowanie najszybszy. Kuracja odchudzająca zadziałała od zaraz, a silniki obu samochodów wytrzymały dystans całego wyścigu. Weekend idealny dla austriackiego zespołu, który zapowiada piękną walkę na przestrzeni całego sezonu. Warto również pochwalić Checo, który prawie w każdej sesji był tuż za Maxem. Idealny kierowca nr. 2.

Najgorszy zespół

Alpine – słaby weekend w wykonaniu francuskiej ekipy. Były huczne zapowiedzi, miała być nowa podłoga, a wyszło jak zawsze. Kiedy są wysoko dzięki umiejętnością jazdy po mokrym torze Nando, to coś się musi popsuć z sprzęgłem przez co spadają niżej. Esteban miał kłopoty już po kwalifikacjach w piątek, kiedy zepsuła się skrzynia biegów i był zmuszony startować z końca stawki. Do tego trzeba dołożyć niebezpieczne wypuszczenie Ocona na Hamiltona i tak dopełnia się obraz nędzy i rozpaczy. Alpine wraz z najsłabszym Williamsem to jedyne zespoły, które nie zdobyły ani jednego punktu podczas weekendu na Imoli.

Najlepsi kierowcy

Yuki Tsunoda – świetny występ Japończyka w ten weekend. Od kwalifikacji, przez sprint do wyścigu był szybszy od Gasly’ego. W radiu, zamiast przekleństw i krzyków, była motywacja i dążenie do celu, bo w niedziele Yuki dysponował bardzo dobrym tempem. Podczas gdy 7-krotny mistrz świata nie potrafił przez 30 okrążeń wyprzedzić Pierre’a, Tsunoda wykonywał manewry bardzo szybko i pewnie. To właśnie one zagwarantowały mu bardzo dobre P7. Wielkie brawa, cichy bohater weekendu.

Max Verstappen – super Max, zdobył super szlem. Najszybszy w kwalifikacjach, gdzie znalazł się w idealnym miejscu o idealnej porze, co perfekcyjnie wykorzystał. Mimo momentu słabości na starcie sprintu, nie chciał pozostawiać niczego losowi. Lepiej zadbał o opony i na ostatnich okrążeniach wyprzedził Leclerca. W wyścigu miał już pełną kontrolę. Świetny start i pewne prowadzenie od startu do mety. Do tego dołożył fastest lapa. 34 punkty zdobyte i powrót do gry w klasyfikacji generalnej.

George Russell – czy to już jest ten moment, w którym można powiedzieć, że Russell to nowy lider Mercedesa…? Po raz kolejny szybszy od Hamiltona w kwalifikacjach. W sprincie utrzymał P11. W wyścigu świetny start i awans na P6. Po świetnej walce z Magnussenem wyprzedził go w Variante Alta i zameldował się w TOP5. Miał bardzo dobre tempo, a dzięki wypadkowi Leclerca awansował na P4. To wszystko w tym samym bolidzie, w którym Hamilton nie potrafił sobie poradzić z Gaslym. Pod koniec wyścigu utrzymał za sobą równie dobrego Bottasa i do mety dojechał tuż za podium. Wielkie brawa George!

Yuki Tsunoda
Photo: Alpha Tauri/Twitter

Najgorsi kierowcy

Lewis Hamilton – ciekawe, czy kiedy Lewis wyjeżdżał z toru to utknął w korku za samochodem Gasly’ego… Słaby w kwalifikacjach, gdzie srogo zlał go Russell. W sprincie nie zabłysnął. W wyścigu też się nie popisał. Nie zaliczył tak spektakularnego startu jak jego kolega z zespołu. Po założeniu slicków wylądował za słabszym z duetu AlphaTauri i tak już pozostało do końca wyścigu. Toto Wolff może go przepraszać i błagać o wybaczenie, ale w tym aucie jest prędkość na walkę o TOP5, co pokazują świetne wyniki George’a. A więc może to w Lewisie jest problem…

Mick Schumacher – kolejny kierowca, który bardzo zawiódł w ten weekend. W kwalifikacjach zajął 11 miejsce, kiedy jego kolega z zespołu wywalczył drugi rząd. Oczywiście, można zrzucić to na kark dość dużej losowości podczas piątkowej sesji więc powiedzmy, że kwalifikacje nie były takie złe w jego wykonaniu. Tak samo było w sobotę. Całkiem dobry dprint, w którym awansował nawet na P10, co było najlepszym wynikiem w historii jego startów. Niestety niedziela po raz kolejny zweryfikowała Micka. Na samym początku, stracił kontrolę nad bolidem i zakończył wyścig Fernando Alonso. W dalszej części wyścigu, również popełniał błędy, a raz nawet się obrócił. Dojechał na przedostatnim miejscu, nadal nie zdobył punktu. Słabo to na razie wygląda.

Daniel Ricciardo – kierowca, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. W niedzielnym wyścigu wyrzucił z toru Carlosa Sainza, czym zaprzepaścił również swoje marzenia o dobrym wyniku. Sędziowie orzekli, że to incydent wyścigowy, ale gdybym miał szukać winnego, to byłby nim Daniel. Trzeba jednak przyznać, że do tego momentu był to całkiem niezły weekend w wykonaniu Australijczyka. Niestety, pech i trochę niefrasobliwości sprawiły, że Daniel dojechał jako ostatni.

Daniel Ricciardo
Photo: McLaren F1/Twitter

B.C

Najlepszy zespół

Red Bull – to jak pytanie retoryczne, bo nie ma tu większych wątpliwości. Red Bull poradził sobie znakomicie w każdej sesji, a wyścig był wisienką na torcie świetnej dyspozycji zespołu na Imoli. Pierwszy dublet od wyścigu w Malezji w 2016 roku na pewno cieszy team. Na pewno nikt się nie spodziewał takiej dominacji RB i że aż tak zepsują święto Tifosi. Oby tak dalej!

Najgorszy zespół

Alpine – przykre i nie powiem – nieco śmieszne, że z El Planu jak na razie są 2 punkty i 15 miejsce Nando. Hiszpan odpadł już an początku wyścigu, kiedy odpadła duża część sidepodu z jego samochodu. Esteban niestety nie pojechał dobrze, bo zajął 14 miejsce. W sprincie nie udało się zdobyć nawet punktu, więc Francuska ekipa wyjeżdża z Włoch z takim samym dorobkiem, co po Australii.

Najlepsi kierowcy

Max Verstappen – Max wygrał kwalifikacje, sprint, wyścig, zdobył najszybsze okrążenie wyścigu i został wybrany przez kibiców na kierowcę dnia. Zdobywając ten super szlem potwierdza, że nie miał w ten weekend sobie równych. Był po prostu za dobry i świetnie się oglądało Holendra w akcji.

Lando Norris – tutaj miałem dylemat pomiędzy Perezem a właśnie Lando. Padło na Anglika, bo trzeba go po prostu docenić, że potrafi wykorzystać w pełni potencjał samochodu. Na początku sytuacja nie wyglądała dobrze dla McLarena, ale teraz zdaję się, że na całe szczęście team wraca na dobre tory. Najpierw imponujący start, uniknięcie problemów, czysta i równa jazda i wykorzystanie błędu Leclerca. Brawo!

Valtteri Bottas – wiem, że Russell zajął 4 miejsce tym co ma, ale Bottas jeszcze bardziej mnie zaskoczył. Okazało się, że odchodząc do słabszego zespołu, może realnie walczyć z Mercedesem. Lewisa zostawił w tyle, a na końcu wyścigu siedział na tylnym skrzydle Russella w walce o 4 miejsce. Gdyby wyścig był jeszcze nieco dłuższy, to Fin mógłby mieć okazję do ataku. 5 miejsce dla Alfy musi być ogromnym sukcesem, patrząc na 15 Zhou…

Valtteri Bottas
Photo: Alfa Romeo F1/Twitter

Najgorsi kierowcy

Lewis Hamilton – tutaj chyba też wybór oczywisty, bo Lewis przejechał ten weekend tragicznie. Niestety wygląda to bardzo słabo, a przeprosiny szefa Lewisa, Toto Wolffa, są co najmniej śmieszne. Przypominam, że szef przeprasza swojego kierowcę o to, że dał mu słaby sprzęt, kiedy drugi jego kierowca zdobywa 4 miejsce! Walka o 12 miejsce z Gaslym była tak ekscytująca, że poszedłem sobie wtedy ukroić ciasto. Na moje nieszczęście jak wróciłem, to Lewis dalej hamował za tylnym skrzydłem Alpha Tauri na końcu prostej…

Zhou Guanyu – kierowca Alfy wypadł bardzo źle na tle swojego partnera z zespołu. W kwalifikacjach zajął 14 miejsce (Bottas – 8), w sprincie odpadł (Bottas – 7), a w wyścigu zajął 15 miejsce (Bottas – 5). Tak to niestety wygląda, ale dajmy mu jeszcze nieco czasu. Debiut miał w Bahrajnie udany, ale później było już coraz gorzej. Na Imoli niestety też.

Mick Schumacher – podobna sytuacja jak u Zhou – jego partner zespołowy jest za mocny. Kevin Magnussen zdążył już uzbierać 15 punktów i zajmuj 10 miejsce w tabeli. Gdzie jest Mick? A no na 19 miejscu z dorobkiem… uwaga, bo idzie duża liczba – 0! Dzieli ten szalony wynik z doświadczonym już w takich kwestiach – Nicholasem Latifim i Nico Hulkenbergiem, który był gościnnie w dwóch rundach. Magnussen, to już niestety nie jest Mazepin… Niestety dla Micka, całe szczęście dla Haasa.

Lewis Hamilton
Photo: Mercedes F1/Twitter

Photo: Red Bull/Twitter