Wszechstronni za kółkiem – z bolidu do rajdówki

Z bolidu F1 do samochodu rajdowego. Którzy kierowcy F1 spróbowali swoich sił w rajdach samochodowych i jak sobie w nich poradzili?

Tytuły mistrzowskie, zwycięstwa czy inne rekordy nie zawsze są wyznacznikiem talentu zawodników. Kunszt kierowcy wyścigowego, którego wyniki bardzo często są zależne od sprzętu jaki ma do dyspozycji, nie zawsze zostają oddane na papierze. W historii F1 było wielu kierowców, którzy nie zawsze byli skazani na sukces, więc wybierali inną drogę, również tą poza torami wyścigowymi. Artykuł przedstawia kierowców, którzy poza potencjałem jaki pokazywali w bolidzie F1, potrafili również zrobić karierę na trasach rajdowych. Zapraszam do przeczytania.

Carlos Reutemann

Carlos Reutemann, były kierowca F1
Photo: Motorsport Images

Jeden z najlepszych

Kariera zmarłego rok temu Argentyńczyka w Formule 1 była bardzo bogata. Spędził w niej 10 lat, wygrał 12 wyścigów, 45 razy stał na podium, zdobył 310 punktów, będąc w momencie kończenia kariery w 1982 roku na 3. miejscu na liście wszechczasów pod tym względem, za Nikim Laudą i Jackiem Stewartem. Do historii F1 przeszedł jako zdobywca Pole Position do swojego debiutu w F1. Dokonał tego przed własną publicznością w 1972 roku, w wyścigu już nie było tak dobrze i zajął 7. miejsce, czyli tuż za punktami.

Wspaniała kariera

Podczas GP Włoch w 1976 roku zadebiutował w barwach Ferrari, zespół z Maranello wystawił na to jedno GP 3 bolidy. Został partnerem powracającego po koszmarnym wypadku Nikiego Laudy i Claya Regazoniego, którego miejsce zajął na stałe od sezonu 1977. Po roku 1978 opuścił Ferrari i na jeden rok przeniósł się do Lotusa, żeby w 1980 roku dołączyć do rosnącego w potęgę Williamsa. W 1981 roku do samego końca walczył o tytuł mistrza świata. Miał spore szanse będąc liderem od pierwszych wyścigów sezonu aż do przedostatniego GP.

Carlos Reutemann
Photo: Williams Racing/Twitter

Swoje szanse zaprzepaścił w dwóch ostatnich wyścigach finiszując poza punktami. Jego największy rywal z Brabhama – Nelson Piquet – potrzebował 2 razy dojechać na 5. miejscu, żeby wyprzedzić Reutemanna i jednym punktem wygrać tytuł mistrza świata. Wicemistrzostwo świata 1981 to jego największy sukces w klasyfikacji mistrzostw świata. Ponadto w latach 1975, 1978 i 1980 kończył sezony na 3. miejscu.

Szukanie nowych wyzwań

W 1980 roku miał 38 lat, wiedział już wtedy, że za wiele czasu w F1 mu nie zostało i trzeba rozglądać się za nową kategorią. Starty w F1 połączył ze startami w mistrzostwach BMW M1. Odniósł tam 1 zwycięstwo, ale przełomowym krokiem spróbowania czegoś nowego był gościnny start w rajdzie mistrzostw świata u siebie w Argentynie. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Zajął w nim 3. miejsce, przegrywając jedynie z Walterem Rohrlem, który sięgnął w tym samym roku po tytuł mistrza świata i Hannu Mikkolą który dokonał tego 3 lata później. Dał dowód tego, że nie tylko na torach wyścigowych, ale również na rajdowych szutrach potrafi rywalizować na najwyższym poziomie.

Zaskakujący występ

Po zakończeniu kariery w F1 po pierwszych 2 wyścigach sezonu 1982, nie zdecydował się już startować nigdzie indziej na stałe. Zawiesił kask na kołku, jednak w 1985 roku znowu postanowił spróbować swoich sił w swoim narodowym rajdzie goszczącym światową czołówkę. Można było się spodziewać, że powrót do rywalizacji po takiej przerwie nie przyniesie żadnego dobrego wyniku. 43-letni wówczas Reutemann pokazał, że jest zupełnie inaczej. Powtórzył wynik, który osiągnął 5 lat wcześniej – 3. miejsce – co znowu było sporym wyczynem.

Lepsi okazali się jedynie: Timo Salonem, który tego samego roku sięgnął po tytuł mistrza świata, a także debiutującym w WRC Wilfredem Wiednerem. W ówczesnym systemie punktacji 3. miejsce dawało 12 punktów, co oznacza, że w tych dwóch startach Reutemann zdobył aż 24. Ponadto miał 100 % zdobytych podiów w startach w WRC (coś w stylu Markusa Winkelhocka w F1 pod względem wyścigów, w których prowadził).

Stephane Sarrazin

Stephane Sarrazin, były kierowca F1
Photo: Florent Gooden 

Droga do elity

Jeśli mowa o wszechstronności to Stephane Sarrazin jest idealnym jej przykładem. W wieku 13 lat rozpoczął karierę od kartingu, w następnych latach osiągał sukcesy u siebie we Francji. Później w 1993 roku mając niespełna 18 lat zadebiutował w single-seaterach Francuskiej Formuły Renault. W drugim roku startów sięgnął po mistrzostwo tej serii. Następnym krokiem był awans do F3, gdzie dopiero w trzecim sezonie startów udało mu się wygrać wyścig, a konkretnie to aż 3 i zostać wicemistrzem Francji. W 1998 roku trafił do przedsionka F1, czyli Formuły 3000. Z jednym zwycięstwem zajął 6. miejsce na koniec i odbył testy w bolidzie F1. Na sezon 1999 kontynuował starty w F3000, a także został kierowcą testowym F1 w zespole Alaina Prosta.

Szansa debiutu w Formule 1 przyszła bardzo szybko, kierowca zespołu Minardi, Luca Badoer doznał kontuzji nadgarstka. Włoski zespół postanowił skorzystać z usług Francuza na weekend o GP Brazylii będący drugim wyścigiem sezonu. W kwalifikacjach Sarrazin spisał się bardzo dobrze, zajął 18. miejsce na 21 zawodników. Był szybszy od kierowcy Arrowsa, Taranosuke Takagiego, a także przede wszystkim od swojego partnera z zespołu, Marca Genego.

Debiut w F1

Po starcie zyskał pozycje, awansując na 15. miejsce. Szybko zjechał na pit-stop już po pierwszym okrążeniu spadając na przedostatnie 20. miejsce. Na następnych okrążeniach piął się do góry po zjazdach i odpadnięciach innych kierowców. Od 28. okrążenia zajmował już 11. miejsce na 16 jadących. Sporym sukcesem było na pewno to, że był wyżej od Alexa Wurza z Benettona, który zaliczył świetny sezon 1998, czy chociażby Marca Gene, mającego taki sam sprzęt do dyspozycji.

Niestety, piękny sen jakim było zmierzanie po rewelacyjny wynik przerwał własnym błędem na 32. okrążeniu po wpadnięciu w poślizg tuż przed ostatnią prostą. Uderzył w ścianę po czym jego Minardi przetoczyło się na przeciwną stronę pobocza. Natychmiastowo ewakuował się z bolidu, maszynę przed spłonięciem uratowała natychmiastowa reakcja porządkowych, którzy od razu spryskali bolid gaśnicami.

Po tym wyścigu już nigdy nie dostał szansy wystartowania w wyścigu F1. W F3000 zajął 4. miejsce ponownie wygrywając 1 wyścig. W 2000 roku pozostał w rezerwie ekipy Prost, ale w Formule 3000 wziął udział tylko w połowie sezonu. Musiał zacząć rozglądać się za nowymi wyzwaniami, ponieważ miał już 25 lat i nikłe szanse na odniesienie sukcesu w single-seaterach.

Stephane Sarrazin
Photo: ThePitcrewOnline

Wybór samochodów z dachem

Postawił na wyścigi długodystansowe startując w 24h Le Mans dla zespołu Oreca. W debiucie jego załoga nie dotarła do mety, w 2002 roku był 5-ty. W 2003 roku wrócił jeszcze do startów w bolidach, zaliczając sezon w World Series by Nissan, gdzie raz udało mu się wygrać i zająć 7. miejsce w klasyfikacji końcowej. Tego samego roku był 6-ty w 24h Le Mans i drugi w 1000 km Le Mans.

Prawdziwa zmiana profesji nastąpiła rok później, podczas rajdu Niemiec 2004. Tam zaliczył swój debiut w WRC, zajmując 9. miejsce za kierownicą wersji Subaru Imprezy z poprzedniego roku. W wyborze następnych startów w swoim programie postawił na sąsiadujące ze sobą rundy na półwyspie zachodnim, czyli rajdy Korsyki (Francja) i Katalonii (Hiszpania), spisując się w nich niesamowicie. Przypomnijmy, że nie był kierowcą fabrycznym, tylko startującym w samochodzie poprzedniej wersji, notując mimo tego wspaniałe wyniki jakimi były miejsce odpowiednio: 6. i 4. Tym samym zdobył łącznie 8 punktów.

Angaż w fabrycznym teamie Subaru Imprezy

Znakomita postawa nie przeszła obojętnie wobec szefa zespołu fabrycznego teamu Subaru Imprezy, który postanowił na następny rok dać mu szanse w swojej ekipie. Ogromnym prestiżem było partnerowanie mistrzowi świata z 2003 roku, Petterowi Solbergowi, który miał zapewnione miejsce przez cały sezon. Sarrazin dzielił miejsce w głównym składzie z 26-letnim rewelacyjnie zapowiadającym się wtedy, Chrisem Atkinsonem. W pozostałych rundach, w których brał udział startował trzecim, słabiej przygotowanym samochodem. Na 8 startów tylko 2 razy zapunktował. Zajął 8. miejsce w Niemczech i 4-te we Francji co oznacza, że zdobył tylko 6 punktów, czyli mniej niż w 2004, mimo dysponowania mocniejszym samochodem.

Photo: Getty Images

W 2006 roku zespół Subaru ograniczył skład tylko do 2 samochodów. Kierownictwo zespołu zdecydowanie postawiło na Atkinsona, dając Francuzowi możliwość startu tylko w 4 rundach. Poza odpadnięciem w swoim ostatnim rajdzie w Niemczech, to w pozostałych zapunktował. W Monte Carlo zajął 5. miejsce, a w Hiszpanii i Meksyku był 8-my, czyli zdobył razem 6 punktów.

Wyścigi długodystansowe

Po rozłące z rajdami, zdecydował się poświęcić w pełni wyścigom długodystansowym podpisując kontrakt z zespołem Peugeota na starty w serii Le Mans. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, ponieważ już w pierwszym roku startów jego załoga sięgnęła po tytuł mistrzowski, a w 24h Le Mans zajęła 2. miejsce. Następne lata też były owocne, w 2010 roku ponownie został mistrzem serii Le Mans, a w słynnym 24-godzinnym wyścigu zajął 2. miejsce w 2009 roku. Rok później miał szansę na zwycięstwo tak jak każda z załóg Peugeota, jednak każdą z nich dopadł pamiętny dramat w konsekwencji czego zespół zakończył rywalizację z 4 DNF-ami.

W 2011 roku zdobył upragnione podium w 24h Le Mans, zajmując 3. miejsce. Po sezonie zespół Peugeota ogłosił odejście z serii Le Mans, zmieniającej od 2012 roku nazwę na długodystansowe mistrzostwa świata. Swój udział w nich uratował dołączając do Toyoty wchodzącej do tej kategorii. Niestety drugi samochód wystawili jedynie na 24h Le Mans, do którego wystartował wspólnie z Anthonym Davidsonem i Sebastienem Buemim. Resztę sezonu spędził w LMP2, ale od 2013 roku już etatowo startował w Toyocie. 2-krotnie zajął 2. miejsce w 24h Le Mans (2013 i 2016). W tym samych też latach jego załoga kończyła sezon WEC na 3. miejscu. Po 2017 roku pożegnał się z Toyotą i przeszedł do SMP Racing. Jego dalsze starty były już bez większych sukcesów.

Powrót na rajdowe trasy

W 2009 roku postanowił wystartował w rajdzie Monte Carlo, który wypadł z kalendarza WRC i był rundą tylko Interkontynentalną (IRC). Za kierownicą Peugeota 207 S2000 zdobył podium, dojeżdżając na 3. miejscu. W następnych dwóch latach Monte Carlo również należało do kalendarza IRC, Sarrazin ponownie w nich wystartował zajmując 2 razy 4. miejsce. Później w 2010 roku wystartował również w Belgii, jednak nie dotarł do mety.

W latach 2011-2012 zaliczył 4 starty w V8 Supercar. Jego najlepszym wynikiem było 12. miejsce. W maju 2013 roku wystartował w rajdzie Korsyki za kierownicą Mini Coopera, będącą rundą rajdowych mistrzostw Europy, rywalizując m.in. z Robertem Kubicą. Zajął w nim 3. miejsce. W 2014 roku ponownie zagościł na Korsyce, tym razem za kierownicą Forda Fiesty. Rajd odbywał się tym razem w listopadzie, zamykając sezon. Sarrazin przed startem powiedział, że startuje tutaj tylko dla “funu”. Sama dyspozycja Francuza nie wyglądała jakby robił to tylko dla zabawy, ponieważ odniósł zwycięstwo.

Photo: SKODA Motorsport

W 2015 roku francuska runda na Korsyce wróciła do kalendarza WRC. Sarrazin wiedząc, że jest tam konkurencyjny, postanowił wystartować ponownie w swym ojczystym rajdzie. Tym samym wrócił do WRC, startując Fordem Fiestą RS WRC, zajął 9. miejsce, zdobywając 2 punkty. Korsyka na stałe stała się jego gościnnym udziałem. W 2016 roku startując za kierownicą Hyundaia nie dojechał do mety, a rok później za kierownicą Skody znowu był 9-ty. Od 2018 roku zaliczył jeszcze 4 starty w WRC w Hyundaiu i20 R5, w tym 3 razy wystartował w inauguracji sezonu w Monte Carlo, gdzie 2 razy nie dotarł do mety, a w 2019 roku był 9-ty. Tego samego roku wystartował jeszcze w rajdzie Niemiec, którego nie ukończył.

Kimi Raikkonen

Kimi Raikkonen, były kierowca F1
Photo: Picture Alliance/Laci Perenyi

Odkrycie nowej pasji

Finlandia to kraj z tradycjami rajdowymi. To właśnie stamtąd pochodzi aż 7 rajdowych mistrzów świata. Nic dziwnego, że tą żyłkę mają również kierowcy wyścigowi. Jednym z nich był Kimi Raikkonen, którego kariery w F1 nie trzeba nikomu przedstawia.

W 2009 roku Raikkonen wystartował w rajdzie Arktycznym w zespole 4-krotnego MŚ, Tommiego Makkinena, za kierownicą Fiata Grande Punto S2000. Zajął w nim 13. miejsce. Następnym startem był Vaakuna Ralli ukończonym na 29. miejscu i 17 w swojej klasie. Pod koniec maja, podczas przerwy między GP Monako i GP Turcji, pierwszy raz wystartował w rajdzie poza granicami swojego kraju. Wziął udział we włoskim Rally della Marca. Tego rajdu nie ukończył z powodu kraksy. Podczas sierpniowej rundy mistrzostw świata w ojczyźnie Kimiego, postanowił spróbować swoich sił Fiatem Punto, którym startował również w poprzednich rundach. Zaczął całkiem dobrze, niestety podczas sobotniego etapu wypadł z trasy na zakręcie, w ten sposób kończąc swój udział w debiucie w WRC.

WRC na pełny etat

Po nieznalezieniu posady w F1 na sezon 2010 postanowił pójść w kierunku rajdów WRC na stałe. Dołączył do utworzonego rok wcześniej Citroen Junior Team będącego filią fabrycznego zespołu reprezentowanego przez m.in. dominującego wtedy Sebastiena Loeba.

Przed startem sezonu ponownie wystartował w rajdzie Arktycznym, zajmując 62. miejsce. Początki w WRC okazały się ciężkie. W Szwecji zajął 29. miejsce, w Meksyku zaliczył kraksę eliminująca go z rajdu, ale im dalej tym było lepiej. Podczas rundy w Jordanii zdobył swoje pierwsze punkty, zostając drugim po Carlosie Reutemannie kierowcą, który punktował w F1 i WRC. W Turcji zajął rewelacyjne 5. miejsce. Opuścił rajd Nowej Zelandii, a następnie do końca sezonu zapunktował tylko 3 razy na 8 rund. W Hiszpanii po wypadku na odcinku testowym, nie był w stanie nawet wystartować. Swój debiutancki sezon w najwyższej klasie rajdowej zakończył z 25 punktami na 10. miejscu. Największym sukcesem Raikkonena w 2010 roku były starty w zawodach niższej rangi. We włoskim Rally della Lanterna zajął 2.miejsce, a we francuskim Rallye National Vosgien odniósł swoje pierwsze zwycięstwo.

W 2011 roku przesiadł się do Citroena DS3 WRC i założył własny team o nazwie ICE 1 RACING. Startował tylko w wybranych rundach. Zapunktował w swoich 6-ciu pierwszych startach, najlepszymi rezultatami były 6. miejsca w Jordanii i Niemczech. Końcówka sezonu nie była już taka udana, bo we Francji odpadł z powody wypadku na dojazdówce, w Hiszpanii wyeliminowała go awaria silnika, a w Wielkiej Brytanii również kłopoty z samochodem. Sezon zakończył ponownie na 10. miejscu z dorobkiem 34 punktów. Wtedy czuł już, że to nie to i zapragnął wrócić do F1. Zrezygnował z rajdów definitywnie i na sezon 2012 podpisał kontrakt z zespołem Lotusa.

Robert Kubica

Robert Kubica, kierowca rezerwowy w F1 w Alfa Romeo
Photo: Getty Images

Początki przygody z rajdami

Mimo bycia znakomitym kierowcą wyścigowym, Robert Kubica miał pasję do rajdów. Swoich sił na odcinkach specjalnych, pierwszy raz spróbował w 2004 roku, podczas rajdu Barbórka za kierownicą Mitsubishi Lancer Evo VI. Zajął w nim bardzo dobre 7. miejsce, pokonując nawet Krzysztofa Hołowczyca, będącego naszą legendą rajdów. Rajdy uprawiał również wirtualnie, biorąc z sukcesami udział w turniejach Collina McRae Rally. W 2005 roku wystartował pokazowo w rajdzie Wawelskim za kierownicą Subaru Imprezy, a jego pilotem był nie kto inny, tylko Mikołaj Sokół.

Za kierownicą Robert Kubica, a jako pasażer Mikołaj Sokół
Photo: Jacek Mazur

Kiedy był już kierowcą F1, na starty w rajdach mógł pozwolić sobie dopiero po zmianie zespołu na Renault. Dzięki swojemu francuskiemu pracodawcy, który w odróżnieniu od BMW, produkuje również samochody rajdowe. Już w 2009 roku, po zakończeniu sezonu w F1, zaliczył swoje pierwsze starty za kierownicą Renault Clio R3. Wystartował w 5 imprezach, z czego 4 we Włoszech i 1 we Francji. Co ciekawe ukończył tylko tą francuską, zajmując 29. miejsce w słynnym rajdzie Du Var.

Dalsze starty

2010 rok rozpoczął od startu w rajdzie Monte Carlo (rywalizując ze Stephane Sarrazinem). Już na pierwszym odcinku specjalnym w jego samochodzie doszło do awarii silnika, która zakończyła jego udział. Rajdy oprócz pasji, traktował jako formę treningu, doskonalącą jego umiejętności jazdy. Po obowiązkach związanych z testami i inauguracją sezonu w F1, wykorzystał pierwszą możliwą przerwę, aby wystartować. Nie dotarł wtedy do mety. Od tamtego rajdu przesiadł się z modelu R3 S1600 i wykorzystał dwie następne przerwy między weekendami F1, startując we włoskich rajdach. Zajął kolejno: 37 i 8 miejsca, z czego w tym drugim starcie odniósł zwycięstwo w klasie S1600.

W czerwcu zajął 12. miejsce w rajdzie del Salento, zwyciężając w swojej klasie, a we wrześniu ponownie był 12-sty w Rally del Fruili Alpi Orientali. W październiku zaliczył start we Francji, stając na podium i wynik ten powtórzył 2 tygodnie później w Italii, uczestnicząc w Trofeo Maremma. Po zakończeniu sezonu F1, ponownie wystartował we francuskim Rally du Var, zajmując 4. miejsce i zwyciężając w klasie A6K. W ostatnim starcie w roku we włoskim Rally Ciochetto, wypadł z trasy i nie dotarł do mety.

Tragiczny finał uprawiania hobby

W 2011 roku chciał kontynuować swoją pasję i już w pierwszy weekend lutego wystartował w Ronde di Andora. Kilka dni przed startem miał wątpliwości i chciał zrezygnować, jednak nie zrobił tego. Jak pokazała historia, był to najczarniejszy dzień dla Polskich (i nie tylko) kibiców motorsportu. Pierwszy raz startował za kierownicą Skody Fabii. W niedzielę rano na śliskiej nawierzchni uderzył w mur obok kościoła, a jego samochód wbił się w barierę. W wypadku na skutek przebicia złamał nogę i rękę, groziła mu nawet amputacja. Ten wypadek na zawsze zmienił bieg kariery polskiego kierowcy.

Wypadek Roberta Kubicy w Skodzie
Photo: Getty Images

Rehabilitacja zakończona mistrzostwem świata

Walka o powrót do pełnej sprawności trwała miesiącami. Dopiero 1,5 roku później był w stanie znowu pokazać się światu startując w zawodach. Udział w lokalnych rajdach został częścią jego rehabilitacji.

We wrześniu 2012 roku wziął udział w Ronde Gomitono di Lana za kierownicą Subaru Imprezy S12B WRC 07′. W rywalizacji był bezkonkurencyjny i zwyciężył z ogromną przewagą. Tydzień później wziął udział w kolejnym rajdzie na włoskiej ziemi, tym nie razem nie dotarł do mety z powodu wypadnięcia z trasy. Jeszcze pod koniec miesiąca zwyciężył w Citta di Bassano. W listopadzie przesiadł się do Citroena C4 WRC, aby wystartować w Trofeo ACI como, gdzie ponownie zwyciężył z dużą przewagą nad rywalami. Tydzień później wystartował w znanym mu już Rallye du Var. Mając ponownie do dyspozycji samochód klasy WRC, pokonywał rywali na każdej próbie. Niestety w niedzielę wypadł z trasy, a jego Citroen stanął w płomieniach.

Mistrz świata WRC2

Na 2013 rok szukał kategorii, w której będzie mógł startować na stałe. Ostatecznie zdecydował się dołączyć do klasy WRC2, gdzie reprezentował barwy Citroena w modelu DS3 RRC, mając w programie 7 rund, a także kilka pojedynczych startów w ERC. W swoim debiucie w WRC2 w Portugalii zajął 6. miejsce w klasie, po tym jak odpadł pod koniec pierwszego etapu i wrócił w systemie Super Rally, a później było już tylko lepiej. Wygrał 5 razy w swojej kategorii, a w Finlandii zajął 2. miejsce.

Tym samym sięgnął po tytuł mistrza świata kategorii WRC2, a jego czasy liczone do klasyfikacji rajdu, też były bardzo dobre. W rajdzie Sardynii został zarówno trzecim Polakiem, jak i kierowcą F1 w historii, który zdobył punkty w WRC, zajmując 9. miejsce. Ten wynik powtórzył w Finlandii, natomiast w rajdzie Niemiec zajął 5. miejsce, które jest drugim najlepszym wynikiem Polaka w historii. Dziewiąte miejsca zajmował jeszcze we Francji i Hiszpanii. Zgromadził łącznie 18 punktów do klasyfikacji głównej kategorii, jedynie za kierownicą samochodu WRC2! Podczas rajdu Wielkiej Brytanii zadebiutował w samochodzie obecnej specyfikacji, niestety tym razem popełnił błąd i wypadł z trasy.

Robert Kubica świętujący zwycięstwo
Photo: Robert Kubica - EPA / PAP

W mistrzostwach Europy nie było już tak dobrze. Swój pierwszy rajd jeszcze przed startami w WRC, na Wyspach Kanaryjskich zakończył kraksą. W Portugalii zajął 6. miejsce. We Francji miał awarię układu paliwowego, a we wrześniu, w rajdzie Polski urwał koło. Na uznanie natomiast zasłużyła jego dyspozycja, pecha było sporo, ale wygrał aż 18. odcinków specjalnych. Na zakończenie roku wygrał jeszcze 2 włoskie rajdy za kierownicą Peugeota 207 S2000.

Kariera w WRC

W 2014 roku został kierowcą fabrycznego zespołu Forda, będąc partnerem Mikko Hirvonena (w ostatnim sezonie jego kariery) i Elfryna Evansa. Pierwszym startem w roku był udział w austriackim rajdzie Janner, zaliczanym do mistrzostw Europy. Robert był w nim bezkonkurencyjny i zwyciężył.

Sezon mistrzostw świata rozpoczął się w Monte Carlo. Kubica przeszedł do historii na samym jego początku, wygrywając pierwsze dwa odcinki specjalne. Później był już pokonywany przez najmocniejszych rywali, ale walczył o podium. Marzenia o sukcesie skończyły się na OS9, kiedy wypadł z trasy przez most. Szwecja również była pechowa, po przygodzie na OS 12, zajął dopiero 24. miejsce. W Meksyku i Portugalii zaliczył kraksy, przez co nie dojechał do mety. Przełomem była Argentyna, kiedy w końcu bez problemów udało się zapunktować, zajmując P6. Na Sardynii również miał przygodę, ale kontynuując jazdę w systemie Super Rally zajął 8. miejsce.

W rajdzie Polski wracającym do kalendarza WRC, również miał przygody i wypadki. Ostatecznie zakończył go na 20. miejscu w systemie Super Rally. Następnym startem był gościnny występ w Internazionale del Casentino, w którym zwyciężył. Do końca sezonu zapunktował już tylko raz, będąc 9-ty w Australii, chociaż również tam zaliczył przygodę, która mogła go wyeliminować z rajdu. W Finlandii i Hiszpanii, kończył w systemie Super Rally. W Niemczech miał awarię przekładni, a we Francji przeżył dramat, kiedy walcząc o swoje pierwsze podium w karierze, wypadł z trasy na Power Stage i odpadł z rywalizacji.

Zamykający sezon rajd Wielkiej Brytanii ukończył bez problemów, ale na 11. miejscu, więc bez punktów. Swój debiutancki sezon w klasie WRC ukończył na 16. miejscu z 14 punktami i pięcioma zwycięstwami OS-ów na koncie. Na zakończenie roku wystąpił w czterech włoskich imprezach, w tym m.in. słynnym Monza Rally Show i we wszystkich zwyciężył.

Dalsza przygoda w WRC

Na sezon 2015 pozostał w fabrycznym zespole Forda. Inauguracja w Monte Carlo, była serią nieszczęść. Najpierw błąd i problemy z samochodem na OS2, później uderzenie w drzewo na OS8 i wypadek tuż po minięciu mety OS-u 14, eliminujący go z rajdu. Szkoda tym większa, że kiedy rywalizował już w systemie Super Rally był w stanie wygrać aż 4. odcinki specjalne. W Szwecji kolejny pech, przez problemy z samochodem spadł w dół tabeli. Dotarł do mety na 19. miejscu, wygrywając jeden odcinek specjalny. Meksyk i Sardynie ukończył w Super Rally, daleko poza punktami, które udało mu się zdobyć w przedzielającym je, rajdzie Portugalii – tam zajął 9. miejsce. Zapunktował również w Polsce, zajmując 8. miejsce.

W Finlandii kolejna kraksa i odpadnięcie z rajdu. W Niemczech, na dzień dobry dostał 5-minutową karę za wymianę silnika i miał kolejne kłopoty w trakcie rajdu. We Francji znowu odpadnięcie i powrót w Super Rally, na Power Stage zajął 2. miejsce, ale w klasyfikacji rajdu był daleko. W Hiszpanii kapeć, zniszczył marzenia o punktach, ostatecznie przebił się na 11. miejsce. W Wielkiej Brytanii znowu kapeć zniszczył szansę na bardzo dobry wynik, bo tym razem udało się dojechać do mety na 9. miejscu. Ostatecznie zdobył w sezonie 2015: 11 punktów i zajął 12. miejsce w klasyfikacji końcowej. Wygrał aż 9. odcinków specjalnych.

Zbyt częsta liczba wypadków zaczęła budzić wątpliwości czy dalej startować w rajdach, czy powrócić na tor. Zdecydował się wziąć udział w rajdzie Monte Carlo, czyli inauguracji sezonu 2016. Ponownie w fabrycznym samochodzie Forda, aby podjąć decyzję co do swojej przyszłości. Wypadek na OS3 kończący udział w imprezie rozwiał jakiekolwiek wątpliwości w kontekście dalszych startów. Jedyny przypadek, kiedy wrócił na rajdowe trasy zdarzył się pół roku później, kiedy wystartował w lokalnym włoskim rajdzie zajmując 3. miejsce za kierownicą Renault Clio S1600.

Eliseo Salazar

Eliseo Salazar, były kierowca F1
Photo: Chile Show

Chilczyk może nie osiągnął sukcesów w żadnej kategorii, w której startował, ale jest prawdopodobnie najwszechstronniejszym kierowcą w historii sportów samochodowych. Oprócz F1 i gościnnego startu w WRC, startował również m.in. w 24h Le Mans, Indy Car, rajdzie Dakar czy Rally Mobile.

Kariera w F1

W F1 startował w latach 1981-1983. Zadebiutował w zespole March, jednak po 6 rundach ze względu na fatalny bolid, którym tylko raz udało mu się zakwalifikować do wyścigu, przeniósł się do zespołu Engish. W tej ekipie było mu dużo lepiej, bo na 10 GP, nie zakwalifikował się tylko raz, a w Holandii zdobył punkt. W 1982 roku startował w zespole ATS. Podczas wyścigu na Imoli zajął 5. miejsce, punktując po raz drugi i ostatni. W historii F1 zapisał się podczas GP Niemiec, ale nie ze względu na pokaz umiejętności, lecz na wydarzenie do jakiego doszło.

Na swoim 18. okrążeniu uderzył w bolid liderującego w wyścigu, aktualnego wówczas mistrza świata, Nelsona Piqueta, podczas dublowania przez Brazylijczyka, eliminując ich obu z wyścigu. Piquet po wyjściu z bolidu nie pozostał obojętny tej sytuacji i uderzył Salazara. W 1983 znalazł miejsce w zespole RAM, ale od 3. rundy 4 razy nie zakwalifikował się do wyścigu, więc pożegnał się z zespołem i jednocześnie z F1. W latach 1986-1987 startował w Formule 3000, będącym przedsionkiem F1, jednak bez sukcesów.

Photo: F1
Kariera rajdowa

Już 2 lata po zakończeniu startów w F1, nawiązał pierwszy kontakt z rajdami. W swojej ojczyźnie, czyli Chilach wystartował w dwóch rajdach zaliczanych do mistrzostw kraju, za kierownicą Toyoty Celicy. W obu również zwyciężył i został sklasyfikowany na 3. miejscu na koniec sezonu. Poważną karierę w tej dziedzinie rozpoczął w 2004 roku, mając niespełna już 50 lat i bogatą przeszłość na torach wyścigowych. Kategoria w jakiej startował nazywała się Rally Mobile, jej kalendarz zawiera rajdy jedynie na terenie Chile.

Rywalizował tam Hyundaiem Coupe, zajmując w debiutanckim sezonie dwukrotnie 13. miejsce i nie kończąc pozostałych. Rok później wystartował tylko raz i nie dotarł do mety. W 2006 roku uczestniczył w 5 rajdach, nadal za kierownicą Hyundaia. Jego najlepszy wynik to 5. miejsce, a także 2 podia w swojej klasie. W 2007 roku przesiadł się do Mitsubishi Lancer Evo IX, zdobywając podium w pierwszym starcie. Rok później zdobył nim aż 3 podia. Swoje ostatnie podium osiągnął w 2009 roku, ostatnim w Mitsubishi. W 2010 wystartował dwukrotnie Subaru Imprezą STi, jednak nie osiągając mety. Ostatni start w tej kategorii zaliczył w 2011 roku Fiatem Abarthem 500, ale również odpadł z rywalizacji.

W 2012 roku postanowił spróbować swoich sił w rajdzie mistrzostw świata. Wystartował w rajdzie Argentyny za kierownicą Mini Coopera, fabrycznego samochodu WRC. Miał wtedy już 57 lat i został 4 z 5 dotychczasowych kierowców F1, który zaliczył start w rajdowych mistrzostwach świata. Przejechał cały rajd, a jego tempo rosło z każdym odcinkiem specjalnym. Zaczął od 24. miejsca, następnie po 3 OS-ie był już w pierwszej 20-tce. Ostatniego dnia przebił się z 15-tego na 12. miejsce, co jak na debiut i wiek kierowcy było bardzo dobrym osiągnięciem. Tym występem zakończył swoją podróż po rajdowych trasach.

Photo: Andre Lavadinho

Jos Verstappen

Photo: De Gelderlander

Zmarnowany talent

Ojciec aktualnego mistrza świata zapowiadał się rewelacyjnie, kiedy był już u progu F1. Jesienią 1993 roku znakomicie spisał się na testach zorganizowanych dla młodych kierowców. W nagrodę dostał posadę kierowcy rezerwowego w zespole Benettona, który jak się okazało przygotował bolid zdolny do wygrywania wyścigów, mogący walczyć o mistrzostwo świata z dominującym Williamsem.

Los uśmiechnął się do niego natychmiastowo. W trakcie testów przedsezonowych, etatowy kierowca JJ Lehto doznał kontuzji i nie był w stanie wystartować w pierwszych 2 wyścigach, więc skorzystano z jego usług. Nie dotarł w nich do mety. Od 7 wyścigu sezonu zastąpił wspomnianego Fina już na pełen etat. Jego tempo na tle Michaela Schumachera, który przypomnijmy, tego roku po raz pierwszy został mistrzem świata, wyglądało dla porównania jak tempo Alexa Albona na Maxa Verstappena w Red Bullu w 2020 roku. 22- letniemu Holendrowi udało się jedynie 2 razy stanąć na najniższym stopniu podium. W historii F1 został zapamiętany podczas GP Niemiec, kiedy po wycieku paliwa z maszyny tankującej, jego bolid stanął w płomieniach, a sam kierowca doznał poparzeń. Na ostatnie 2 wyścigi sezonu, jego miejsce zajął Johny Herbert, którego zatrudniono na następny sezon.

Dalsza przygoda w F1

Verstappen znalazł posadę w zespole Simtek, zmagającym się z problemami finansowymi. Po aresztowaniu właściciela zespołu, zniknął on ze stawki po zaledwie kilku wyścigach sezonu 1995. W 1996 roku został kierowcą zespołu Footwork. To był ostatni rok istnienia tej ekipy, która nie dysponowała zbyt mocnym bolidem, ale mimo tego zajmował dobre miejsca w kwalifikacjach. Niestety, w wyścigach miał dużo awarii i przygód, przez które nie dojeżdżał do mety. Tylko podczas GP Argentyny zajął 6. miejsce, zdobywając jedyny punkt.

Następny rok spędził w zespole Tyrell, który był jednym z outsiderów. Maszyna nie dawała możliwości o nic więcej niż dojeżdżanie do mety. Najlepsza pozycja jaką osiągnął to P8, podczas deszczowego GP Monako. W sezonie 1998 wylądował poza stawką F1, ale wrócił już w 8. rundzie sezonu, jaką było GP Francji, w zespole Stewart GP, zastępując fatalnie spisującego się Jana Magnussena (ojca Kevina). Nie udało się jednak zdobyć punktów i po sezonie, co ciekawe drugi raz jego miejsce zajął, Johny Herbert.

Photo: Ford

Wrócił do królowej sportów motorowych w 2000 roku w zespole Arrows. Dwukrotnie zapunktował i pokonał swojego partnera pod tym względem – Pedro de la Rosę – 5-2. Dało mu to utrzymanie posady na następny sezon, w odróżnieniu od Hiszpana. Podczas GP Brazylii 2001 ponownie zapisał się w historii w niechlubny sposób, taranując jadącego po swoje pierwsze zwycięstwo w karierze, Juana Pablo Montoye. Po sezonie, mimo że zdobył jedyny punkt, to jego partner, Enrique Bernoldi utrzymał posadę na 2002 rok.

Zdecydowała o tym fatalna sytuacja finansowa zespołu, który potrzebował funduszy od Brazylijczyka, ale upadł latem 2002 roku. Po drugim pełnym już roku przerwy w karierze, wrócił do F1 na sezon 2003 w Minardi. Najbliżej punktów był w Kanadzie, gdzie zajął 9. miejsce. Po tym sezonie nie mając szans na utrzymanie posady, zakończył karierę w Formule 1. Był wymieniany jako przyszła gwiazda, a skończyło się zaledwie na 2 podiach w 107 startach, choć pamiętajmy, że po debiutanckim sezonie, już nigdy nie miał do dyspozycji konkurencyjnego bolidu.

Powrót za kierownicę

Będąc już od lat na emeryturze wyścigowej, postanowił w wieku 50 lat spróbować swoich sił w rajdach. Zaczął startować w mistrzostwach Belgii, czyli swojego sąsiedniego kraju, z którego przypomnijmy pochodzi jego pierwsza żona, mama Maxa, Sophie Kumpen, a sam kierowca Red Bulla urodził w nim i wychował. Pozyskał do dyspozycji Citroena C3 Rally 2. Swój rajdowy debiut pod koniec lutego ukończył na 8. miejscu, co było bardzo dobrym wynikiem, w dodatku zwyciężył w klasie Master Cup. Swojego kolejnego startu, w imprezie mistrzostw kraju flamandów, rozgrywanej jako rajd południa nie ukończył. W maju zajął 2. miejsce w Station Le Seau Monteberg Rally, co było ogromnym sukcesem. Kolejny start zakończył kraksą.

Szósty w historii

W 2022r. zadebiutował w kategorii WRC, podczas rundy rozegranej w Belgii. Został tym samym szóstym byłym kierowcą zaliczającym start w rajdowych mistrzostwach świata. Tak jak w lokalnych startach, również poprowadził swojego Citroena C3 Rally 2, mimo tego nie był przypisany do żadnej z kategorii. Na pierwszym odcinku specjalnym, zajął 32. miejsce. Na następnych dzięki problemom rywali piął się do góry. W sobotę był już na 20. miejscu, kiedy na kolejnym OS-ie zaliczył kraksę odpadając z rywalizacji. Wrócił w niedzielę w systemie Rally 2. Ostatecznie mijając metę Power Stage na 16. miejscu, będąc szybszym od niektórych etatowych kierowców WRC2, został sklasyfikowany na 60. miejscu całej imprezy. Zobaczymy czy w przyszłości znowu zagości podczas rundy mistrzostw świata i jak będą wyglądać jego następne starty w rajdach.

Photo: Planet F1

Photo: Getty Images